Nowy numer 49/2020 Archiwum

Młodzi potrzebują Ojca Świętego

Jutta i Winfried Konda wyjęli z szafki drewnianą stajenkę, żłóbek, Maryję i Józefa, pasterzy i Trzech Króli, tak jakby było Boże Narodzenie. Podczas tych dni w sercach młodych musi urodzić się Chrystus – mówili.

W nocy szopkę przypominała też słynna kolońska katedra, gdzie znajdują się relikwie Trzech Króli. To do nich codziennie w niekończącej się kolejce stali młodzi na placu katedralnym. Na niedzielnej Mszy św. na Marienfeld było też wielu małżonków z dziećmi. Najmłodszy uczestnik 60-osobowej pielgrzymki ruchu charyzmatycznego „Jesus Youth Kuwait” z Kuwejtu miał 7 miesięcy. I podczas całonocnego czuwania na kolońskich błoniach spał jak mały Jezusek okutany w tradycyjne chusty. Benedykt XVI często powtarzał w swoich przemówieniach fragment z Ewangelii św. Mateusza: „Przybyliśmy oddać Mu pokłon”.

Rock i oazy spokoju
Elina – maturzystka i Agris – student grafiki komputerowej z Rygi jechali na Światowe Dni Młodzieży trzy dni stopem. Choć nie mieli zakwaterowania, po przybyciu do Kolonii, zamiast do punktu informacyjnego, poszli najpierw do kościoła Wniebowzięcia NMP na Mszę Hiszpanów. – Przyjechaliśmy tu dla Pana Boga – wyjaśniał Agris.

Adrienne z Australii leciała do Kolonii samolotem ponad 30 godzin. A na spotkanie z Papieżem na podkolońskie błonia szła piechotą z bagażami kilka kilometrów. – Chcę się jakoś poświęcić – powiedziała. Młodzi przyjechali do Kolonii, żeby wspólnie się bawić i modlić. Codziennie w różnych punktach Bonn, Kolonii i Düsseldorfu odbywały się przedstawienia, koncerty zespołów rockowych, konferencje. Oazą spokoju stały się kościoły zamienione w centra duchowości.

U św. Marcina czuwali benedyktyni. U św. Apostołów – siostry miłosierdzia Matki Teresy z Kalkuty. Trzy razy młodzież zbierała się na olbrzymim Ren Energhy Stadion na Mszach i koncertach. Ale najważniejsze były spotkania w podmiejskiej kolejce, metrze. Na przystankach, gdzie czasem przymusowo trzeba było przespać noc, bo środki komunikacji wysiadły i nie mogły nadążyć z transportowaniem tylu chętnych. I te w hali 6 Koln Messe. W czasie wojny hale należały do obozu w Buchenwaldzie i pracowali tam jeńcy polscy. Teraz odbywała się tam spowiedź w kilkudziesięciu językach.

Stawiamy na niego
„Kolleluja!” – tak brzmiał tytuł artykułu na pierwszej stronie magazynu „Bild”, po przyjeździe Benedykta XVI do ojczyzny. To radosne zawołanie, będące zbitką dwóch słów: „Koln” i „Alleluja”, wyrażało nastroje komentatorów i świadków wydarzenia. Wydawało się, jakby młodzież z całego świata przybyła do Kolonii, by wprowadzić nowego Papieża do Niemiec, żeby dać mu wsparcie na kolejne podróże. Trzeba było widzieć brzegi Renu, kiedy Papież płynął „Energhie Ren”. Wydawało się, że setki tysięcy ludzi nagle przyszły opalać się nad rzekę. Wielu weszło po pas do wody i wiwatowało na jego cześć: „Benedetto!”. Jan Paweł II uwielbiał śpiewać „Barkę”. Jego następca symbolicznie wpłynął na statku – barce, żeby w obecności młodych z całego świata jeszcze raz zainaugurować swój pontyfikat. I to oni symbolicznie weszli do Renu, jakby chcieli na jego oczach odnowić swój chrzest.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama