Nowy numer 28/2018 Archiwum

Podjadanie ze wspólnej miski

Mamy w Polsce nową świecką tradycję: kupowanie "spokoju społecznego" za wcześniejsze emerytury. Spokój kupują politycy, rachunki płacą wszyscy. Każdy średnio po kilkaset złotych rocznie.

Początki owej tradycji sięgają lat 80., gdy trzeba było uciszyć rewoltę „Solidarności”. Wtedy pojawiła się większość przywilejów dla różnych grup zawodowych.

Szczególne warunki, szczególny charakter
W lutym 1983 roku ukazało się rozporządzenie Rady Ministrów, zawierające listę kilkunastu profesji uprawnionych do wcześniejszej emerytury za pracę „w szczególnych warunkach” (m.in. górnicy, hutnicy, energetycy). Jedną z pierwszych ustaw po wprowadzeniu stanu wojennego była Karta Nauczyciela, a w niej prawo do emerytury – bez względu na wiek – po 20 latach pracy. W osobnych aktach prawnych zadbano także o ludzi zatrudnionych „w szczególnym charakterze” (służby mundurowe, pracownicy NIK, twórcy, artyści…).

Władcy PRL nie głowili się nad tym, kto sfinansuje owe bonusy. A jest ich sporo, bo dziś co czwarty emeryt korzysta z wcześniejszych świadczeń. Przy okazji tak się składa, że ponad jedną piątą tych wszystkich emerytur dostają cztery grupy branżowe: policjanci, służby więzienne, górnicy i nauczyciele. W 1998 roku na wcześniejsze świadczenia szła już 1/3 wszystkich zebranych od obywateli składek.

Przed całkowitym bankructwem budżet państwa trzeba było ratować, wprowadzając reformę ubezpieczeń społecznych. Teraz, na swoim ostatnim posiedzeniu, Sejm IV kadencji solidnie podkopał filary nowego systemu emerytalnego, wprowadzając odrębną ustawę dla górników oraz przedłużając prawo do wcześniejszych emerytur innym branżom. Oczywiście w imię zachowania spokoju społecznego.

Młodzi emeryci
Polska jest krajem najmłodszych emerytów. Nie są to – jak sugeruje prawo – 65-latkowie. Przeciętny, statystyczny rodak otrzymuje pierwsze świadczenie w wieku 58 lat, jego żona dwa lata wcześniej. Chyba, że jest nauczycielką, która zaczynała pracę w szkole zaraz po maturze. Wtedy tytuł emerytki zyskuje jeszcze przed pięćdziesiątką. Jeśli mąż jest górnikiem, pierwszy odcinek emerytury mógł odebrać zaraz po czterdziestce.

Jak mówi prof. Marek Góra, współtwórca reformy ubezpieczeń, ta sytuacja „to rodzaj gry jednej branży z resztą społeczeństwa, polegającej na tym, że może uzyskać korzyść, za którą zapłacą wszyscy pozostali”.

Uchwalona przez Sejm specjalna ustawa dla górników nie mieści się w opartym na solidaryzmie pokoleniowym systemie emerytalnym i będzie wymagała specjalnej dotacji z budżetu. W 2010 r. będzie to ponad 2,9 mld zł, w 2015 – ponad 7,6 mld zł, w 2020 – ponad 10,5 mld zł. „Jeden ubezpieczony rocznie zapłaci ponad tysiąc złotych, żeby sfinansować wcześniejsze emerytury” – tłumaczyła w Sejmie Agnieszka Chłoń-Domińczak, wiceminister polityki społecznej.

« 1 2 3 4 5 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji