Nowy numer 48/2020 Archiwum

Gdy się zbliżała 21.37

W momencie kiedy Ojciec Święty skonał, dostrzegłem niezwykły kontrast: jeszcze niedawnona jego twarzy był niezwykły ból, teraz pojawiła się nieoczekiwanie jako twarz kogoś uśmiechniętego. – Tak o ostatnich chwilachJana Pawła II opowiadaobecny przy nim do końca ks. prof. Tadeusz Styczeń.

Emanował z niego spokój i radość człowieka, który idzie na spotkanie z Bogiem. Powiedział mi: bądź spokojny – podkreśla kard. Andrzej Maria Deskur.

Czekał na spotkanie z Ojcem
Ostatnie pożegnania z Ojcem Świętym odbywały się na kolanach, z modlitwą na ustach. – Uklęknąłem obok jego łóżka. Oczy miał lekko przymknięte, ale nie spał. Kiedy usłyszał moje nazwisko wypowiadane przez swego sekretarza, podniósł na mnie wzrok. Usiłował powiedzieć kilka słów, ale mu się nie udało. Przemawiał do mnie uśmiechniętym i pogodnym obliczem – opowiada ze wzruszeniem kard. Mario Francesco Pompedda. Tuż przed śmiercią Jan Paweł II ogarnął wzrokiem obecnych przy nim ludzi i spytał: a gdzie Arturo? Swego fotografa darzył ojcowską miłością, którą ten głęboko odwzajemniał.

Każdy wychodzący z apartamentów podkreślał, że Papież umierał pogodny, radosny, spokojny. Nie odchodził, a przechodził, wyczekiwał na spotkanie z Ojcem.

Na chwilę przed śmiercią uniósł rękę w geście błogosławieństwa. Uczynił go w kierunku okna z widokiem na Plac św. Piotra, gdzie tysiące ludzi odmawiały Różaniec. Powiedział jeszcze: „Amen”. Była godzina 21.37.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama