Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nawróceni dysydenci

Znajdowała się na liście 21 najbardziej poszukiwanych osób, które stanęły na czele krwawo stłumionego w czerwcu 1989 roku protestu na pekińskim placu Tiananmen. Dwa miesiące temu Chai Ling przyjęła chrzest.

Nie tylko ona. Już wcześniej na chrześcijaństwo przeszło kilku innych czołowych liderów protestu.
W nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku na plac Tiananmen, czyli plac Bramy Niebiańskiego Spokoju, gdzie 40 lat wcześniej Mao Zedong proklamował Chińską Republikę Ludową, wjechały czołgi i wozy pancerne. Ze-brani tam studenci domagali się demokratyzacji sytemu. Dokładnej liczby śmiertelnych ofiar dokonanej przez armię masakry nie udało się ustalić, najprawdopodobniej wynosi ona około dwóch tysięcy. Tydzień po stłumieniu buntu władze opublikowały kilka różnych list najbardziej poszukiwanych przywódców i uczestników wydarzeń. Na liście studenckich liderów pekińskiego protestu znajdowało się 21 osób. Większości z nich udało się po ciężkich przejściach wyjechać z Chin. Chai Ling była wśród nich jedyną kobietą. Ich życie na emigracji potoczyło się różnymi drogami, podobnie jak różne ścieżki doprowadziły do przyjęcia chrześcijaństwa.

Nie jestem sam
– Prawdziwej nadziei nie znajdziemy na ziemi czy w Pekinie. Daje ją nam Jezus, nasz Zbawiciel – mówi dziś Zhou Fengsuo, jeden ze znajdujących się na studenckiej liście zbiegów. Zhou zna wielu innych, którzy po masakrze na Tiananmen przyjęli Jezusa. – Moim zdaniem, był to decydujący moment dla chrześcijaństwa wśród Chińczyków. Po opuszczeniu placu Tiananmen Zhou jechał na rowerze koło szpitala, gdzie dostrzegł ciała zabitych. Wtedy po raz pierwszy zadał sobie pytanie, czy jest coś, w co może uwierzyć. Dwa tygodnie później, w domu swojej matki, dowiedział się z telewizji, że znajduje się na liście 21 najbardziej poszukiwanych. Spędził bez formalnej rozprawy rok w zatłoczonym więzieniu. Po zwolnieniu został wysłany nad granicę z Mongolią w celu reedukacji. W 1995 roku uciekł do Stanów Zjednoczonych, gdzie współpracował z innymi chińskimi dysydentami. Wierzył w demokrację, ale, jak mówi, rozczarował się do emigranckich środowisk opanowanych przez osobiste ambicje. 4 czerwca 1995 r., w 6. rocznicę stłumienia wystąpień w Pekinie, kiedy wędrował przez San Antonio w Teksasie, wstąpił do jednego z kościołów. Tam po raz pierwszy usłyszał słowa Ewangelii. Członkowie kościoła modlili się za niego i wtedy – jak mówi – „poczułem po raz pierwszy, że nie jestem sam”. Minęło jeszcze osiem lat, zanim po wielu spotkaniach z chińskimi chrześcijanami, w 2003 roku, wraz z żoną przyjął chrzest.

Często się modlę
O doznaniu podobnego poczucia wspólnoty podczas nabożeństwa w kościele w USA mówił Han Dongfang, znajdujący się na innej, „robotniczej” liście poszukiwanych przez władze po masakrze na Tiananmen. O ile przywódcy studenccy wołali o demokrację, Han i jego przyjaciele mówili o prawach robotników. Ich Autonomiczny Związek Robotników był prawdopodobnie pierwszym niezależnym związkiem skupiającym robotników od czasu proklamowania ChRL. Wielu obserwatorów wydarzeń uważało, że organizacja Hana, który w młodości był marksistą, budzi większy niepokój władz niż studenci. Po stłumieniu wystąpień Han trafił, również bez rozprawy, do więzienia, gdzie spędził 22 miesiące. Chory na gruźlicę, na krawędzi śmierci, został zwolniony. Leczył się w USA, ale odrzucił proponowany mu azyl, bo chciał wrócić do Chin.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama