Nowy numer 24/2018 Archiwum

Jeszcze olimpiada nie zginęła

O gafach Justyny Kowalczyk, polskiej stronie duszy Ammanna i cyrku w Vancouver mówi Bohdan Tomaszewski.

Jarosław Dudała: Podsumowanie igrzysk trzeba zacząć od Justyny Kowalczyk?
Bohdan Tomaszewski: – Wszyscy jesteśmy w niej zakochani. Jest medialna, ma piękny uśmiech, mówi dobrą polszczyzną, jej wywiady są dowcipne. Jest „unerwiona”, w dopuszczalny sposób pewna siebie. Teraz niezręcznie o tym mówić, ale ja powrócę do wypowiedzi, w której publicznie zarzuciła rywalce, że może stosuje doping. Podważyła jej uczciwość. Może to staromodne, ale, moim zdaniem, ona była ostatnią, która miała prawo poruszyć tę sprawę.

Ja jednak wezmę ją w obronę, bo po pierwszym zwycięstwie Marit Bjoergen Kowalczyk powiedziała, że to złoto Norweżce się należało. Poza tym, skoro chorzy na astmę mogą brać niektóre środki, to dlaczego nie pozwolić na ich stosowanie sportowcom zdrowym?
– To jednak nie byłoby czyste. Bo jeśli Kowalczyk nie jest chora na astmę, to może by jej to nawet zaszkodziło? Jeśli nawet nie mam tu do końca racji, to jednak nie podoba mi się, że w dzisiejszej mentalności pewne rzeczy jakoś uchodzą. Kiedyś polemizowałem na ten temat z wytrawnym publicystą, który stwierdził: „Po co się mamy czarować, niech wszyscy biorą doping, będzie sprawiedliwie”. No to może wszyscy róbmy w życiu jakieś kanty? Nie, ja jestem tu za surowością.

Bjoergen nie jest jedyną, która skarży się na astmę, a jednak sięga po laury. To zadziwiający zbieg dwóch okoliczności: chorowitości i deklasowania rywali.
– Chce pan powiedzieć, że zażywając te środki, Bjoergen pomaga sobie w chorobie, ale zyskuje też w sporcie? Hm…, ale jednak w biegu na 30 km przegrała.

Drugim polskim bohaterem igrzysk jest Adam Małysz.
– On jest i pozostanie wielką postacią w historii sportu. Nie wszyscy wiedzą, kim był Lubański czy Deyna, ale nie ma w Polsce człowieka, który nie wiedziałby, kim jest Małysz. Chociaż złotego medalu olimpijskiego nie zdobył.

Można by powiedzieć, że jest jak Hitchcock, który za żaden ze swoich filmów nie zdobył Oscara (Dostał go potem za całokształt twórczości.)
– Tak. To, co pociąga w Małyszu, to jego zwyczajność, niepozorność. To, co mówi w wywiadach, jest szalenie proste, nienapuszone. Zdumienie budzi długotrwałość i dramatyzm jego kariery, jej załamanie i powrót na szczyty. To zasługa trenera Hannu Lepistoe. Za mało się o nim mówi, ale to on załamującego się Małysza przywrócił do dawnej formy. Jest w tym jakaś tajemnica: jak trafić ze szczytem formy w odpowiednim czasie.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama