Nowy numer 32/2020 Archiwum

Hiszpania postkatolicka

Czy katolicka Hiszpania może stać się bardziej laicka niż od dawna zeświecczona Francja? Jak to możliwe, że lewicowy radykał Zapatero utrzymuje się u władzy już szósty rok?

Kilka lat temu środowiska katolickie w Polsce były zaskoczone, kiedy dowiadywały się o kolejnych refor-mach wprowadzanych z sukcesem przez premiera José Luisa Rodrígueza Zapatero. Hiszpania jawiła się bo-wiem do tej pory jako jedna z ostatnich ostoi katolicyzmu w Europie. Czy słusznie? Czy rzeczywiście charyzmatyczny premier w ciągu paru lat odmienił cały kraj? Zapomina się o kilkunastu latach rządów socjali-stów w latach 80. i 90. O korzeniach „zapateryzmu” pisze specjalnie dla „Gościa” María del Rosario A. Encinas Guzmán, profesor uniwersytetu w Cáceres.

Hiszpania przestała być katolicka – to straszne zdanie wypowiedział nie Zapatero, a Manuel Azaña – premier, a później prezydent Hiszpanii w latach 30. XX wieku. Nawet zresztą w roku 1931, kiedy te słowa padły, nie były niczym nowym. Przez cały wiek XIX istniały w Hiszpanii środowiska uważające, że trzeba zlikwidować katolickość kraju, by ochronić go przed domniemanym zacofaniem i upadkiem. Według Azañi i wszystkich lewicowych radykałów, laicyzm trzeba było Hiszpanii narzucić, żeby zredukować wszystko co religijne do sfery prywatnej, jak zostało to sformułowane w Konstytucji II Republiki, uchwalonej w 1931 r. Wolności słowa, przekonań, nauczania i wyznania zostały w niej podporządkowane ideałom marksizmu i masonerii. Część gazet zlikwidowano, szkoły prowadzone przez Kościół zamknięto. Zaczęły się podpalenia kościołów i klasztorów, likwidacja zakonów i rozgrabianie ich mienia. Następstwem tego wszystkiego była rzeka krwi. Wojna domowa w latach 1936–1939 kosztowała życie setki tysięcy Hiszpanów. Teraz duch słów Manuela Azañi ożył za sprawą José Luisa Rodrígueza Zapatero, socjalisty i masona. Ożył i zamierza unicestwić hiszpańską tożsamość. Bo, mimo wysiłków lewicy, w czasach Azañi Hiszpania nie przestała być katolicka.

Czas pojednania
Pragnienie pojednania między ludźmi o różnych poglądach i zaleczenie ran spowodowanych wojną domową stało się dominującym elementem życia politycznego w Hiszpanii po śmierci Francisco Franco w 1975 r. Reaktywowano partie polityczne, wprowadzono demokrację. Rozpoczynając swe panowanie, król Juan Carlos I w geście dobrej woli odrzucił, przysługujący wszystkim władcom Hiszpanii za sprawą papieskiego przywileju z XV w., tytuł monarchy katolickiego. Zrobił to, by stać się „królem wszystkich Hiszpanów”. Religia katolicka przestała być oficjalną religią państwa. Nawet w dorocznych orędziach królewskich na Boże Narodzenie nie pojawiały się odniesienia do narodzin Syna Bożego, co brzmiało dziwnie w kraju, w którym odsetek katolików osiągał wtedy 99 proc. Ale najważniejsze było pojednanie.
Hiszpanie nie chcieli też być „zacofani”, pragnęli być nowoczesnymi Europejczykami. Dlatego już rząd centroprawicowy w 1981 r. wprowadził w Hiszpanii rozwody.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama