Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Sybirak na ochotnika

Ten bohater nigdy nie zaistniał w historycznej pamięci Polaków. Pewnie dlatego, że był księdzem, a jego bohaterstwo wiązało się z wywózkami na Wschód.

W czasie pobytu w sowchozie „Bolszewik” ksiądz wdrapywał się przed zachodem słońca na stok, z którego widać było góry Tarbagataj na granicy z Chinami, bodące niebo szczytami o wysokości 3 tys. metrów. Czasem były wyraźne i cudnie skrzyły się od śniegu, leżącego na wierzchołkach. Innym razem jednak przyszła mgła i widział tylko ich kontury, a później góry całkiem zniknęły mu z oczu w chmurach. Skomentował: „Wtedy zrozumiałem, że tak samo jest z Panem Bogiem. Czasem Pan Bóg jest dla mnie oczywisty i wyrazisty jak te góry w słońcu, a czasem jest mgła w sercu, w tej sferze uczuciowo-zmysłowej, to uczucie przysłania widzenie umysłu. A potem przychodzą chmury i Bóg całkowicie znika. Pozostaje tylko głębokie przekonanie wiary. Wiele nauczyły mnie te góry”. Najmocniej doświadczał Bożej opieki, kiedy coś dla Boga poświęcał. W mieście Semipałatyńsk w kolejce przed sklepem spotkał Rosjankę, która rozpaczała, że jej kartki na chleb zostały skradzione. Ks. Tadeusz wręczył jej wtedy własną kartkę. Nie był to ogromny heroizm, bo skalkulował sobie, że bez tego chleba jakoś przeżyje. Po południu w bocznej, pustej uliczce drogę zastąpiła mu nieznana Polka. Wyjęła „śliczny bocheneczek chleba, złoty prawie, pszennorazowy, ładnie wypieczony, i dała mi go. – Dlaczego pani mi to daje? – zdziwiłem się. – A zobaczyłam księdza i przyszło mi do głowy, żeby księdzu to dać” – wspominał. Chleb był pyszny, w przeciwieństwie do tego, z którego ksiądz rano zrezygnował. Podobnych zdarzeń było wiele.

Nie pogardzaj
Nie wyszedł z armią Andersa do Iranu, został z zesłańcami w Kazachstanie. W 1943 r. jednak Sowieci wtrącili go do więzienia w Semipałatyńsku za „szpiegostwo, kontrrewolucję i brak dokumentów”. W 4 miesiące przeżył 40 przesłuchań. Co noc do piątej rano siedział na zydelku przed śledczymi. A w dzień spanie w celi było zabronione... Mimo to we wspomnieniach opisał z sympatią ludzi, którzy go przesłuchiwali. Swoje cierpienia skwitował krótkim zdaniem, dotyczącym dni po wyjściu z więzienia: „Byłem tak wychudzony, że prosiłem tych, których odwiedzałem, o poduszki na krzesło”. Do Polski wrócił jako kapelan IV Dywizji Ludowego Wojska Polskiego. Do śmierci w 2002 r. mieszkał w Laskach pod Warszawą. Stał się przewodnikiem duchowym dla setek świeckich i księży. Biskup Bronisław Dembowski, wezwany za młodu na komendę milicji, wspominał radę ks. Fedorowicza: „Jeśli musisz się tam udać, to znaczy, że Bóg cię tam posyła. Pamiętaj, że ci oficerowie milicji są ludźmi mającymi nieśmiertelne dusze, a ty jesteś kapłanem posłanym do nich przez Boga. Nie bój się ich i nie pogardzaj nimi. Mów prawdę. Może coś z niej w nich pozostanie”. Był też spowiednikiem i kierownikiem duchowym Jana Pawła II. Papież mówił o ks. Fedorowiczu m.in. w homilii w Kazachstanie w 2001 roku. „Można go nazwać wynalazcą nowego rodzaju duszpasterstwa: duszpasterstwa deportowanych” – powiedział.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama