Nowy numer 48/2020 Archiwum

Asy i kiksy

Polski futbol i siatkówka, czyli czym różnią się te obrazki…

Jest 1998 rok. W katowickim Spodku odbywa się halowy turniej piłki nożnej. Dziś już nikt nie pamięta, kto z kim grał. Wszyscy pamiętają za to zadymę, w której brało podobno udział około 5 tysięcy kiboli. Kultowa dla polskiego sportu hala została zdemolowana. Niedługo potem w tym samym miejscu grała reprezentacja polskich siatkarzy. Chyba wtedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak fantastycznie można się bawić, oglądając siatkówkę. Piękne dziewczyny kibicowały naszym razem ze swoimi chłopakami. Nieoficjalnym hymnem polskiej siatkówki, zagrzewającym zawodników do walki w najtrudniejszych momentach, stała się ballada „W stepie szerokim” z filmu „Przygody pana Michała”. I nawet ten utwór Wojciecha Kilara, śpiewany przez kibiców wraz z Leszkiem Herdegenem, tak bardzo różni się od znanych z piłkarskich stadionów wulgarnych śpiewek na melodię: „Guantanamera”…

Tak, chcę powiedzieć, że zdobyte niedawno przez Polaków mistrzostwo Europy w siatkówce mężczyzn to po części zasługa naszych kibiców. Ten sport nie ma chyba równie zapalonych fanów w żadnym kraju na świecie, a już na pewno nie w Turcji, gdzie rozegrane zostały niedawne mistrzostwa. Zainteresowanie kibiców było tam niewielkie, a organizacja fatalna. W Polsce jest zupełnie inaczej, co potwierdzają działacze światowej federacji siatkarskiej. To dlatego odbył się już u nas finał Ligi Światowej, a na 25 września zaplanowano inaugurację organizowanych w Polsce mistrzostw Europy w siatkówce kobiet.

A gdyby tak w PZPN…
Po części sukces w Izmirze, podobnie jak zdobyte przed paru laty w Japonii wicemistrzostwo świata siatkarzy i mistrzostwo Europy kobiet, to zasługa Polskiego Związku Piłki Siatkowej i współpracującego z nim sponsora – firmy Polkomtel, która jest właścicielem sieci telefonii komórkowej Plus. Był w tej współpracy moment kryzysowy. Polkomtel zagroził, że wycofa się ze sponsoringu, jeśli z fotela prezesa związku nie zrezygnuje Janusz Biesiada. Prokuratura kwestionowała jego uczciwość w kierowaniu związkiem. Biesiada podał się do dymisji. Warto dodać, że były już prezes został potem uniewinniony przez sąd. Dla Janusza Biesiady było to z pewnością ważne, ale dla kibiców najważniejsze było, że jego ambicje nie stanęły na przeszkodzie rozwojowi dyscypliny. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby podobna sytuacja mogła się zdarzyć w Polskim Związku Piłki Nożnej. Polkomtelowi zaś warto pogratulować konsekwencji i dalekowzroczności. Pomysł ze sponsoringiem polskiej siatkówki okazał się chyba równie dobrą inwestycją, jak zaangażowanie do kampanii promocyjnych tej firmy artystów z Kabaretu Mumio. Dzięki tym pociągnięciom Plus utrwala sobie markę u tej części społeczeństwa, której gusta są nieco bardziej wymagające.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama