Nowy numer 48/2020 Archiwum

Gazowanie Unii

Schroeder z Putinem niczego w łaźni już nie podpiszą. Nie tylko dlatego, że pierwszy z nich dawno przestał być kanclerzem. Jest szansa, że z nowym rokiem Unia Europejska postawi tamę cichym kontraktom gazowym z krajami spoza Wspólnoty.

Unia Europejska potrzebowała dużo czasu, żeby załapać, o co chodzi. Naiwna wiara w „przewidywalnego” partnera rosyjskiego, głównego dostawcę gazu dla Europy, przez lata utrudniała trzeźwą ocenę rzeczywistości i podjęcie odpowiednich działań.

Historia pewnej czułości
Dogmatyczni rusofile w UE nie rozumieli, że Rosja Putina ma wyraźne ciągoty imperialne, a formą ich demonstracji jest m.in. trzymanie w pogotowiu ręki na kurku z gazem. Nie robiono zatem zbyt wiele, by doprowadzić do bezpiecznej dywersyfikacji dostaw gazu, tzn. takiego zróżnicowania źródeł, by nie pozostawać uzależnionym od jednego dostawcy. Działo się tak zarówno na forum ogólnoeuropejskim, jak i w poszczególnych krajach członkowskich i kandydujących do Unii. W Polsce lewica storpedowała kontrakt gazowy z Norwegami, przygotowany przez ekipę premiera Jerzego Buzka. Tłumaczenie, że gaz norweski jest droższy od rosyjskiego, było absurdalne.

W sytuacji nieprzewidywalnego dostawcy, jakim wkrótce okazała się Rosja, przykręcenie kurka i zmniejszenie dostaw surowca oznacza ogromne straty dla wielu sektorów gospodarki. Dlatego też w strategicznym podejściu do bezpieczeństwa energetycznego bierze się pod uwagę nie tylko doraźne koszty – ile zapłacimy za metr sześcienny surowca – ale również koszty ewentualnego kryzysu gazowego – ile zapłacimy za jego niedobór lub brak. Tej wyobraźni polskiej lewicy zabrakło. Zabrakło jej również Niemcom Gerharda Schroedera, który w łaźni cementował serdeczną przyjaźń z ówczesnym prezydentem Rosji Władimirem Putinem. Dzieckiem tej niespotykanej w dojrzałych demokracjach czułości jest Gazociąg Północny, który na dnie Morza Bałtyckiego poprowadzi gaz z Rosji do Niemiec i innych krajów europejskich, omijając Polskę.

Unia solistów
Gdyby solidarność energetyczna nie była wtedy w Unii tylko akademickim hasłem, do tego kontraktu i projektu (którego szefem jest obywatel Schroeder po zakończonym kanclerzowaniu) zapewne by nie doszło. Podpisanie umowy kraju członkowskiego UE z krajem spoza Wspólnoty było poważnym argumentem w rękach przeciwników integracji: Unia Unią, ale w sprawach strategicznych i tak wszyscy grają solo. Ale żeby tylko na tym się skończyło. Z czasem Gazociąg Północny znalazł się w Komisji Europejskiej na liście priorytetów unijnych! I do dzisiaj z tej listy nie zniknął, mimo oporów zarówno partnerów z Europy Środkowej (głównie Polski), jak i ekspertyz, wykazujących, że projekt jest nieopłacalny i szkodliwy dla środowiska.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także