Nowy numer 42/2020 Archiwum

Trup ściele się gęsto

W Polsce mamy wiele, zbyt wiele śmiertelnych ofiar wypadków drogowych. Zajmujemy pod tym względem niechlubne, drugie miejsce w Europie.

Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu opublikowała w Brukseli raport, dotyczący bezpieczeństwa na drogach niemal wszystkich krajów Europy oraz Izraela. Wynika z niego, że Polska zajmuje drugie miejsce, jeśli chodzi o liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych w przeliczeniu na 1 milion mieszkańców (rocznie). Gorzej niż u nas jest tylko na Litwie, ale i tak w obu tych krajach wspomniany wskaźnik dobija prawie do 150. To blisko dwa razy więcej niż średnia europejska, która wynosi 79. Liderami bezpieczeństwa na naszym kontynencie są: Szwecja, Wielka Brytania, Holandia, Norwegia i Niemcy, a także Malta, choć akurat ten malutki kraj nie bardzo nadaje się do budowania jakichś porównań.

Ten sam raport obrazuje też zmiany, jakie nastąpiły pod względem bezpieczeństwa na drogach między rokiem 2001 a 2008. Największą poprawę, czyli spadek liczby śmiertelnych ofiar wypadków drogowych o blisko połowę, zanotowano w Luksemburgu, Francji, Portugalii, Hiszpanii i na Łotwie. Średni europejski spadek w tym okresie wyniósł 28 proc. Najmniejszym, zaledwie paroprocentowym spadkiem pochwalić się mogą Polska i Słowacja, natomiast Bułgaria i Rumunia – jako jedyne z badanych krajów – zanotowały w tym czasie wzrost śmiertelnych ofiar wypadków na drogach. Dlaczego na naszych drogach jest tak niebezpiecznie?

Sejm lekceważy profesjonalizm
Ilona Buttler z Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Instytutu Transportu Samochodowego uważa, że polskie władze państwowe nie traktują zagrożeń w ruchu drogowym poważnie. Wsparcia trudno też oczekiwać od parlamentarzystów. Jej zdaniem, przykładem braku troski o bezpieczeństwo Polaków było np. podwyższenie dopuszczalnej prędkości w obszarze zabudowanym w nocy do 60 km/godz., a także przyjęta ostatnio przez Sejm propozycja podniesienia dopuszczalnej prędkości na autostradach (do 140 km/godz.) i drogach ekspresowych (100 km/godz. na drogach jednojezdniowych i 110 km/godz. na drogach dwujezdniowych). Nasze drogi nie były projektowane do poruszania się z takimi prędkościami. Ustawa wprowadzająca nowe limity została na razie zawetowana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Stan polskich dróg – o czym nie trzeba nikogo przekonywać – jest tragiczny. – Tu nawet nie chodzi o ich jakość, choć i ona jest ważna, ale o to, że nie spełniają standardów bezpieczeństwa – podkreśla ekspert z ITS.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama