GN 48/2020 Archiwum

Nasz drogi Internet

Gdyby na polskim rynku telekomunikacyjnym działało więcej operatorów i gdyby mniej w nim było biurokracji, moglibyśmy dzwonić taniej i mieć dostęp do tańszego Internetu.

Rynek telekomunikacji w Polsce był w ostatnich latach jednym z najlepiej rozwijających się i mającym przed sobą wciąż lepszą przyszłość. Jego wartość w ubiegłym roku wyniosła ponad 11 mld euro. To gałąź, która w ostatnich latach, zwłaszcza po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, ciągle się zmienia. Kurczy się liczba posiadaczy telefonów stacjonarnych, za to stale rośnie rzesza użytkowników komórek. Internet, który do tej pory służył raczej do celów informacyjno-rozrywkowych, w coraz większym stopniu wykorzystywany jest w biznesie, szkolnictwie, handlu…

W ogonie Europy
Jest nieźle, choć trudno nam się odbić z ostatnich miejsc europejskich statystyk. Tylko 14 Polaków na 100 ma dostęp do Internetu szerokopasmowego. Pod tym względem gorzej jest tylko na Słowacji. Na mapie Polski nadal są słabo zaludnione i rozwinięte rejony, gdzie nie ma stałych sieci telekomunikacyjnych. Daleko nam jeszcze do Szwecji, gdzie 80 proc. gospodarstw rolnych ma dostęp do Internetu i wykorzystuje go do planowania produkcji, sprawdzania cen na rynkach międzynarodowych i zawierania umów z kontrahentami. Na dodatek nasz Internet w większości ma najgorsze parametry w Europie. Z roku na rok wydzwaniamy coraz mniejszą liczbę minut z telefonów domowych. Chętniej za to sięgamy po komórki, których operatorzy nie szczędzą klientom promocji, rabatów i dodatkowych „darmowych minut”. Chociaż statystycznie kart SIM mamy więcej niż mieszkańców (w początkach tego roku było ich prawie 44 mln), zajmujemy szóste od końca miejsce w liczbie tych kart, liczonych na 1 mieszkańca poszczególnych krajów Unii Europejskiej.

Czekając na konkurencję
Zdaniem ekspertów Centrum Adama Smitha, rynek telekomunikacyjny w Polsce nie może rozwinąć skrzydeł i dogonić innych europejskich państw, bo panuje na nim mała konkurencja. Grzechem kolejnych rządów po 1989 r., którego skutki teraz odczuwamy, było utrzymanie faktycznego monopolu Telekomunikacji Polskiej SA. Andrzej Sadowski z Centrum uważa, że starania o podział komunikacyjnego molocha są spóźnione o co najmniej osiem lat. Już wcześniej należało rozbić TP SA na wiele spółek regionalnych z wyłącznym prawem do obsługi połączeń lokalnych oraz spółkę do połączeń międzyregionalnych i międzynarodowych. Tak właśnie w Stanach Zjednoczonych z powodzeniem zlikwidowano monopol At&T;, co przyniosło natychmiastowy spadek cen za wszystkie połączenia i tani, masowy dostęp do Internetu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama