GN 2/2021 Archiwum

Koniec "układania golanu"

Po 35 latach służby w barwach ONZ polscy żołnierze opuszczą w tym roku Wzgórza Golan.

Pokój czy wojna
Często słyszymy o zamachach i zabójstwach na Zachodnim Brzegu. Strefa Gazy okazała się tak niewygodna do okupacji, że nieustępliwy Ariel Szaron sam postanowił wycofać stamtąd osadników i wojsko. Ale próżno szukać doniesień o niepokojach na Wzgórzach Golan. I trudno się dziwić, bo na 20 tys. osadników przybyłych tu po 1967 r. przypada jedynie 6 tys. ludności arabskiej, a i to w większości ambiwalentnych wobec izraelsko-arabskiego konfliktu druzów. Ale nie zawsze było tu tak mało mieszkańców. Ponad 100 tys. Arabów i Czerkiesów uciekło w czasie wojny 6-dniowej i bezpośrednio po ustaniu działań wojennych. Rozsiani po różnych zakątkach Syrii czekają na powrót. Miasto al-Qunaitra – pozostawione po syryjskiej stronie linii rozejmu – pozostało zniszczone i opuszczone. Syryjczycy pokazują je zagranicznym gościom i delegacjom jako pomnik „izraelskiego barbarzyństwa”.

Spokój na Wzgórzach Golan powoduje jednak, że izraelska opinia publiczna nie widzi powodu, by te tereny oddawać. Tu nie giną synowie Izraelczyków, w sielskich winnicach powstaje wyśmienite wino, a na stokach góry Hermon istnieje jedyny ośrodek, gdzie Izraelczyk może zimą pojeździć na nartach. Syria domaga się zwrotu Wzgórz Golan jako warunku wstępnego do podjęcia jakichkolwiek rozmów pokojowych z Izraelem, z którym wciąż znajduje się formalnie w stanie wojny. Negocjacje prowadzone w latach 90. załamały się właśnie w wyniku nieustępliwej postawy Damaszku wobec propozycji ustępstw terytorialnych. Znaczące zbliżenie stanowisk zanotowano w czasie ostatniej próby, jaką były rozmowy prowadzone w ubiegłym roku za pośrednictwem Turcji. Przerwał je izraelski atak na Strefę Gazy (w grudniu) i późniejsze powołanie prawicowego rządu B. Netanyahu, niechętnego jakimkolwiek ustępstwom.

Wracają do domu
Sytuacja jest więc patowa, a jednocześnie spokojna. Decyzja premiera Donalda Tuska o wycofaniu jesienią polskiego kontyngentu ze Wzgórz Golan (a także z sił UNIFIL w południowym Libanie, MINURCAT w Czadzie oraz – być może – z Bośni) przyniesie oszczędności rzędu 40–45 mln złotych. Ale nie o to najbardziej chodzi. Polska armia w swoich zagranicznych misjach skupi się odtąd na operacjach NATO, przede wszystkim w Afganistanie, gdzie ma miejsce realna walka z zagrożeniami dla pokoju i stabilności na świecie. Na nasze miejsce na Golanie szykują się już zastępcy. Choć każda z sześciu polskich ofiar 35 lat misji na Wzgórzach jest bolesna, służba w UNDOF uchodzi za bezpieczną. Wiem, że „misjonarzom” z UNDOF-u to nie w smak, ale sam będąc w Iraku, wielokrotnie słyszałem od żołnierzy opinię, że „Liban i Syria to plaża”. Polski – nie tylko w czasie kryzysu – nie stać na tak pojęty wypoczynek. W Babilonie dawni uczestnicy UNDOF-u i UNIFIL-u pokazywali mi charakterystyczne składane z kilku elementów sygnety, tzw. golany, kupowane na pamiątkę z misji. Te z Libanu miały parzystą liczbę części, syryjskie – nieparzystą. Wcale nie tak łatwo było je złożyć. O wiele trudniej złożyć całą bliskowschodnią układankę. Golan jest w niej tylko jednym elementem i żaden instruktor nie widział jej poskładanej.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama