Nowy numer 2/2021 Archiwum

Bronię nowej matury

Słychać głosy oburzenia na rzekomo skandaliczny poziom wymagań na tegorocznym egzaminie maturalnym z języka polskiego. Czy zarzuty są uzasadnione?

Co sprawdza matura?
Nowa matura z polskiego nie sprawdza, czy 19-latek jest obiecującym krytykiem literatury lub publicystą, ponieważ wychodzi z słusznego założenia, że nie ma sensu sprawdzać, czy ktoś dobrze robi to, co robi najprawdopodobniej ostatni raz w życiu. Nowa matura sprawdza, czy uczeń rozumie tekst, który czyta oraz czy potrafi komunikatywnie wypowiedzieć się – pisemnie i ustnie – na zadany temat, wykorzystując znajomość kanonu lektur szkolnych. Maturzysta nie musi zatem udowadniać, że osiągnął już mistrzostwo w sztuce słowa, natomiast powinien posiąść w wystarczającym stopniu wiedzę i umiejętności potrzebne mu w życiu. Uspokajam, że znajomość tekstów jest jednak sprawdzana: na egzaminie pisemnym – wskazanego przez twórców tematu, a na ustnym – wybranego przez ucznia. Czy uczniowie te teksty rzeczywiście znają, to już inna sprawa, ale odpowiedź znów jest prozaiczna: zna lektury mniej więcej taka sama liczba uczniów, jak zdających starą maturę. Dawniej, żeby zaliczyć, wystarczyło streścić kilka „żelaznych” pozycji poznanych ze ściąg, co wcale nie oznacza, że nikt wtedy lektur nie czytał. Tak samo jak mankamenty obecnego systemu egzaminowania nie oznaczają, że nikt nie czyta lektur teraz.

Co do promowania uczniów twórczych, rozwijania polotu i kreatywności, to wydaje się, że matura w ogóle się do tego nie nadaje. Przecież egzamin – każdy, nie tylko maturalny, ma sprawdzić umiejętności warsztatowe uznane za niezbędne do kontynuacji kształcenia na wyższym szczeblu, dlatego posługuje się terminem „próg (minimum) zaliczenia”. Stąd tak duże zainteresowanie liczbą tych, którzy egzaminu nie zdali. Prace maturalne są utajniane i nie są przeznaczane do publikacji; zresztą nigdy publikowane nie były. Do promowania najzdolniejszych uczniów służą olimpiady i konkursy, których są setki. To one wymagają wykazania się ogromną wiedzą, nieszablonowym umysłem i stylistycznym polotem. Uczniowie piszą konkursowe eseje w komfortowych warunkach, dzięki temu mogą one stać na dużo wyższym poziomie niż te, które powstają w sytuacji egzaminacyjnego stresu. I mogę zapewnić, że utalentowani uczniowie, pod kierunkiem swoich nauczycieli, korzystają z tych możliwości w skali masowej.

Warto reformować
A co z „nieszczęsną” prezentacją ustną? Jeżeli uczeń przyjdzie z pracą, obojętne: samodzielnie przygotowaną czy nie, i przedstawi ją komisji, może otrzymać maksymalnie 5 punktów na 20 możliwych. Aby uzyskać minimum niezbędne do zaliczenia, potrzebne jest co najmniej 6. Dlaczego tyle? Ponieważ na maturze ustnej oceniane są głównie kompetencje językowe (poprawność gramatyczna, płynność i konstrukcja wypowiedzi oraz bogate słownictwo), a także umiejętność podjęcia rozmowy na dany temat. Wszyscy się zgodzą, że tego nie można kupić, natomiast ważne jest, żeby się tego nauczyć. Nie jestem bezkrytycznym apologetą nowej matury. Uważam, że ma ona swoje wady, że zdarzają się niekonsekwencje w kluczu, że należy doprecyzować i rozbudować formułę rozmowy w części ustnej. Ale uważam też, że żadna forma egzaminu nie jest doskonała, natomiast obecna, w porównaniu z poprzednią, ma zdecydowanie więcej zalet. Wystarczy ją stopniowo ulepszać, co jest robione, a dobrze przysłuży się naszym uczniom, czyli w rezultacie nam wszystkim.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama