Nowy numer 48/2020 Archiwum

Egzamin dojrzałości

„Nawróćcie się, nawróćcie się, bo bliskie jest Królestwo” – zaśpiewali maturzyści funkcjonariuszom ZOMO, czekającym w nocy pod szkołą. Minęło 25 lat od obrony krzyży w Miętnem na Mazowszu.

Był grudzień 1983 r. Kolejny apel szkolny rozpoczął się niewinnie. Dyrektor, jak co tydzień, omówił szkolne sprawy. Wreszcie odniósł się do petycji, jaką otrzymał od uczniów. – Minęły już czasy bezprawia i „Solidarności” – stwierdził. – Szkoła jest instytucją świecką, w której nie ma miejsca na krzyże. Rozejdźcie się do sal – zakończył. Nikt nawet nie drgnął. Pięciuset wychowanków Zespołu Szkół Rolniczych w Miętnem przez ponad godzinę śpiewało pieśni religijne. Tak rozpoczęła się kilkumiesięczna walka w obronie krzyży.

Zniszczymy was!
Uczniowie w Miętnem wręczyli dyrektorowi pismo po tym, jak w któryś poniedziałek na korytarzu i w salach lekcyjnych zobaczyli blade ślady po krzyżach. „Kto i na czyje polecenie zdjął krzyże? Na jakiej podstawie prawnej oparto tę decyzję?” – pytali oburzeni. Do końca roku szkolnego w odpowiedzi powracały jak mantra słowa: „szkoła jest świecka”… Uczniowie wspólnie odmawiali Różaniec. Modlili się przed lekcjami i na długiej przerwie. Jak wspominają, jedną z form protestu było zachowanie absolutnej ciszy podczas przerw. Innym razem recytowali swoje wiersze. Ponieważ czuli się zlekceważeni, w styczniu podpisali wotum nieufności dla dyrektora. Tego samego dnia do Miętnego przyjechali przedstawiciele władz województwa. – W czym niewierzącemu krzyż przeszkadza? Przecież dla niego on nic nie oznacza. A jeśli wierzącemu pomaga, to i niewierzący powinien być zadowolony – próbował na zebraniu tłumaczyć Jarosław Maczkowski, maturzysta. Tego dnia jakikolwiek dialog z gośćmi z Siedlec był jednak niemożliwy. Nie obyło się z ich strony bez walenia pięściami w stół i pogróżek: „Zniszczymy was!”.

Krzyże zamiast butów
Dzień później, 12 stycznia, młodzież wyruszyła zwartą grupą do kościoła w odległym o cztery kilometry Garwolinie. – Poczekaliśmy do godz. 14, żeby nikt nie zarzucił nam, że uciekamy z lekcji. Potem, śpiewając pieśni, wyszliśmy ze szkoły. Byliśmy jednością, od piętnastolatków po maturzystów – opowiada Jarosław Maczkowski. – Jeden z kolegów pobiegł przed nami do kościoła. Nie uszliśmy daleko, gdy wracał... z dużym krzyżem. Zdążył też powiadomić księży o naszym marszu, dlatego w Garwolinie czekał już biskup siedlecki z krzyżykami dla każdego z nas. Następnego dnia w szkole pojawiło się pięćset krzyży. Nosiliśmy je na piersi – wspomina. Gdy grupki młodzieży zbierały się do wymarszu, trójkę uczniów wezwał niespodziewanie dyrektor. Wśród nich była maturzystka Wioletta Kluczek. – Dyrektor wskazał na pudełko po butach. W środku leżały nasze krzyże z sal i korytarza. „Zabierzcie to, bo wyrzucę do kosza” – stwierdził. Te krzyże zawisły w kościele na tablicy z napisem: „Nie było miejsca dla Ciebie, Chryste, w naszej szkole – ZSR Miętne” – relacjonuje.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama