Nowy numer 43/2020 Archiwum

Testament czy wyrok?

Czy testament życia jest wyrazem szacunku dla woli pacjenta? A może furtką do eutanazji?

Wróciły pytania, które po raz pierwszy pojawiły się w polskich mediach dwa miesiące temu. Wtedy dyskusję nad ideą testamentu życia wywołał raport przygotowany przez Zespół ds. Konwencji Bioetycznej. Pomysł zespołu kierowanego przez Jarosława Gowina wzbudził wiele kontrowersji. – Coś takiego nie mieści się w normach moralnych – przekonywała Elżbieta Łukacijewska z PO, członkini sejmowej komisji zdrowia. Z kolei poseł Gowin przypominał, że główne założenie testamentu – możliwość rezygnacji z uporczywej terapii, gdy nie da się już pacjentowi uratować życia – jest w pełni zgodne z encykliką „Evangelium vitae”.

Nie przedłużać agonii?
Sprawa testamentu życia powróciła teraz za przyczyną projektu Polskiej Grupy Roboczej ds. Problemów Etyki Końca Życia. Kierujący grupą ks. prof. Wojciech Bołoz, bioetyk z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, tak określa cel projektu: – Chodzi o to, by wprowadzić w społeczną świadomość i przełożyć na praktyczne postawy to, co od lat i tak jest oficjalnym nauczaniem Kościoła. Rzeczywiście, w samym projekcie trudno dopatrzyć się czegoś, co byłoby sprzeczne z nauką Kościoła. – Katechizm mówi, że można zrezygnować z działań, które powodują jedynie bolesne przedłużanie agonii i nie pozwalają godnie odejść – zaznacza ks. dr Antoni Bartoszek, teolog moralista z Uniwersytetu Śląskiego. – Nie ma to nic wspólnego z eutanazją, która w zamierzeniu jest zadawaniem śmierci – przez działanie bądź zaniechanie działania. Ewidentnym przykładem eutanazji biernej jest na przykład sprawa Eluany Englaro. Tu zrezygnowano nie z uporczywej terapii, tylko ze zwykłej opieki nad pacjentem, do której należy odżywianie, także w sposób sztuczny. Wydaje się jednak, że dla prawidłowego funkcjonowania testamentu konieczne jest bardziej precyzyjne zdefiniowanie „uporczywej terapii” i „godnej śmierci”. Dokument w obecnym kształcie stwarza bowiem okazję do nadużyć. – Nikt do końca nie może odpowiedzieć na pytanie, czym jest uporczywa terapia – twierdzi Janina Mirończuk, prowadząca w Toruniu ośrodek dla ludzi w śpiączce, w którym zostało wybudzonych już 17 osób. – Czy włączenie respiratora, gdy czyjeś oddechy stają się rzadsze, jest już uporczywą terapią? Takich pytań jest wiele. Jeśli ktoś chce sporządzić testament, niech dysponuje tym, co do niego należy. Decyzja o przerwaniu życia nie należy do nas. Stan śpiączki wydaje się szczególnie podatnym polem dla nadużycia. Czy odżywianie kogoś znajdującego się w podobnym stanie jak Eluana nie mogłoby przez niektórych lekarzy zostać uznane za „nadzwyczajne i nieproporcjonalne działanie przedłużające agonię”? Podobne głosy padały przecież we Włoszech. Nawet emerytowany arcybiskup Foggii Giuseppe Casale w karkołomny sposób porównywał sytuację Eluany Englaro do śmierci Jana Pawła II, powołując się na słowa Papieża: „Pozwólcie mi odejść do domu Ojca”. Przeciwko takiej manipulacji zaprotestował papieski lekarz Renato Buzzonetti, przypominając, że Ojciec Święty do samego końca miał zapewnioną wszelką terapię i odżywianie.

Po co nam to prawo?
Ks. dr Witold Kania, etyk z Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Śląskiego, uważa, że dobrze się stało, iż temat testamentu został podjęty przez środowiska katolickie: – Projekt zespołu ks. Bołoza jest całkowicie zgodny z katolickim nauczaniem. Dzięki niemu być może uda się uniknąć przeforsowania innych projektów, które mogłyby faktycznie zezwalać na eutanazję. Oczywiście zawsze istnieje możliwość nadużycia, dlatego w szpitalach ważna byłaby rola kapelana, czy kogoś, kto zajmowałby się konsultacjami etycznymi. Bywa, że lekarz jest pozostawiony samemu sobie i musi podejmować trudne decyzje, np. rozstrzygać, ile razy przywracać do pracy serce pacjenta. Treść projektu spodobała się również Jarosławowi Gowinowi, choć przygotowywana obecnie przez jego zespół ustawa bioetyczna nie będzie dopuszczać możliwości scedowania na inną osobę decyzji w sprawie prowadzenia uporczywej terapii. Możliwość takiego pełnomocnictwa jest zawarta w projekcie grupy ks. prof. Bołoza. – To rozwiązanie, jako potencjalne źródło nadużyć, zostało bardzo mocno skrytykowane m.in. przez ministra Piechę. Ostatecznie wycofaliśmy się z tego zapisu – wyjaśnia „Gościowi” poseł. Zespół kierowany przez Gowina proponuje dwie formy testamentu. Pierwsza, niezobowiązująca dla lekarzy, byłaby rodzajem oświadczenia noszonego w portfelu. Druga, będąca deklaracją pacjenta poinformowanego o śmiertelnej chorobie, miałaby sankcję prawną. Ustawa bioetyczna przygotowana przez zespół ma też zakładać stworzenie elektronicznego rejestru dobrowolnych deklaracji, do którego mieliby dostęp lekarze. Oprócz wątpliwości co do formy testamentu życia, pojawiają się głosy całkowicie podważające celowość takiego dokumentu. Marek Jurek w wyemitowanym w zeszłym tygodniu programie „Warto rozmawiać” ostrzegał przed tworzeniem „mentalności eutanazyjnej”, w której człowiek chce sam decydować o swojej śmierci. Publicystka Joanna Najfeld przypomniała o sytuacji brytyjskiej, gdzie zaczęło się od dobrych intencji, a ostatecznie testament stał się narzędziem „opróżniania szpitalnych łóżek”. W tym kontekście warto powtórzyć jej pytanie: – Po co nam te nowe formy prawne, które mają nas chronić przed uporczywą terapią, skoro problemem jest dziś raczej samowolne skracanie ludzkiego życia?

Słownik bioetyki

Samobójstwo – odebranie sobie samemu życia. Moralnie niedopuszczalne.

Samobójstwo wspomagane – odebranie sobie życia, ale przy asyście innej osoby, np. lekarza, który dostarcza samobójcy środki potrzebne do popełnienia tego czynu, wypisując receptę, przygotowując truciznę lub informacje na jej temat. Lekarz lub inna osoba, która tego dokonuje, jest winna współudziału w tym czynie.

Eutanazja – odebranie życia osobie upośledzonej, chorej lub umierającej, by zlikwidować jej cierpienie. W eutanazji czynnej śmierć zadaje się przez działanie, najczęściej przez przedawkowanie leków lub zastrzyków powodujących śmierć. Eutanazja bierna to zaniechanie podawania pokarmów, płynów lub niezbędnych leków. Inny podział mówi o eutanazji dobrowolnej – kiedy występuje świadoma prośba o spowodowanie śmierci, oraz niedobrowolnej – gdy chory nie jest w stanie wyrazić takiej prośby, np. jest nieprzytomny. Eutanazja w każdej postaci jest moralnie niedopuszczalna.

Uporczywa terapia – zabiegi medyczne boleśnie przedłużające agonię, niewspółmierne do spodziewanych rezultatów. Rezygnacja z nich może być moralnie uprawniona, np. w fazie terminalnej chorób nowotworowych nie stosuje się już radioterapii czy chemioterapii. Rezygnując z uporczywej terapii, nie zamierza się zadawać śmierci; przyjmuje się, że w tym przypadku nie można jej przeszkodzić. Nie wolno jednak rezygnować ze zwykłych zabiegów przysługujących osobie chorej, takich jak odżywianie, podawanie płynów czy leków przeciwbólowych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama