Nowy numer 42/2020 Archiwum

Cień Guantanamo

Dla jednych obóz koncentracyjny XXI wieku, dla innych – ośrodek skutecznej walki z terroryzmem. Czy więzienie w Guantánamo zostanie wkrótce zamknięte?

Amerykańskie więzienie na Kubie. Brzmi prawie jak „Juszczenko w łaźni z Putinem”. A jednak. Od 1903 roku Stany Zjednoczone dzierżawią terytorium w kubańskiej Zatoce Guantánamo. Wtedy, po zwycięskiej wojnie z Hiszpanią, Amerykanie umieścili w Hawanie przychylny sobie rząd, podpisali umowę o dzierżawie zatoki, którą wznowiono – na czas nieokreślony – w 1934 roku. Porozumienie zakłada, że umowa może zostać rozwiązana tylko za zgodą obu stron lub na wniosek USA. Po drodze do władzy na Kubie doszedł Fidel Castro, ideologiczny przeciwnik wielkiego sąsiada. W ten sposób mamy do czynienia dziś z sytuacją groteskową w stosunkach między obu krajami: Castro, zamiast o dzierżawie, mówi o okupacji i podobno nie przyjmuje opłaty, jaka Kubie z tytułu dzierżawy się należy. A Amerykanie na terenie największego wroga w regionie utrzymują bazę swojej Marynarki Wojennej oraz niesławne więzienie, gdzie przetrzymują i czasami poddają torturom osoby podejrzane o terroryzm.

Bojownicy to nie jeńcy
Po atakach 11 września 2001 r. George W. Bush ogłosił bezkompromisową „wojnę z terrorem”. Jednym z narzędzi walki miało być przechwytywanie faktycznych i domniemanych sprawców lub planujących kolejne zamachy. Prezydent Bush podpisał dekret, zezwalający Pentagonowi (amerykańskiemu ministerstwu obrony) na przetrzymywanie podejrzanych z innych krajów przez nieokreślony czas i w dowolnym miejscu. Chodziło o wyciąganie informacji o siatkach terrorystycznych i o planowanych zamachach. Swego rodzaju „stolicą” takich więzień stało się właśnie Guantánamo na Kubie. Tutaj 11 stycznia 2002 roku przywieziono pierwszych więźniów. Były to osoby złapane w Afganistanie, gdzie międzynarodowa koalicja prowadziła już trudną wojnę z talibami.

Do dzisiaj przez Guantánamo przewinęło się ok. 800 więźniów, schwytanych przez Amerykanów w Iraku, Afganistanie, Pakistanie, Arabii Saudyjskiej i innych krajach. Chociaż cała prawda o tym, co rzeczywiście dzieje się za murami więzienia, pozostanie zapewne tajemnicą, kilka ważnych szczegółów przedostało się na zewnątrz. A to za sprawą samych więźniów, zwolnionych po czasie (nie muszą to być – choć mogą – relacje wiarygodne), a to dzięki zeznaniom byłych pracowników i zarządców więzienia. Wreszcie dzięki raportom Senatu i innych instytucji amerykańskich i organizacji praw człowieka cały świat ze zdumieniem zobaczył, że tortury, brak sprawiedliwych sądów i przetrzymywanie w nieskończoność to nie pojedyncze wpadki „klawiszy”, ale zaplanowany w Białym Domu system postępowania z „wrogimi bojownikami”. Takiego terminu (niespotykanego w prawie międzynarodowym) użył sam Bush w kolejnym dekrecie, w którym odmówił więźniom z Guantánamo statusu jeńców wojennych. W ten sposób administracja amerykańska chciała obejść konwencje genewskie, zakazujące stosowania tortur i gwarantujące uczciwy proces. Zamiast rzeczywistych sądów, o winie zaczęły orzekać specjalne trybunały wojskowe.

Spowiedź prokuratora
W ubiegłym roku prasa amerykańska rozpisywała się o ujawnionej korespondencji byłego prokuratora z Guantánamo ze swoim kierownikiem duchowym. Pułkownik Darrell J. Vandeveld pisał e-maile do jezuity o. Johna Deara w których zwierzał się ze swoich rozterek sumienia. Pojawiły się, kiedy zobaczył, że trybunały ignorują okoliczności łagodzące dla oskarżonych. Tak było m.in. w przypadku młodego Afgańczyka Dżawada, oskarżonego o napaść z dorosłymi bojownikami na wojsko amerykańskie. Prokurator Vandeveld przez długi czas twierdził, że chłopak został wyszkolony przez Al-Kaidę. Z czasem sam zaczął mieć wątpliwości, ale zobaczył, że te nie są brane pod uwagę przez system. „Zaczynam mieć poważne wątpliwości co do mojej pracy. Nie chcę nadal być częścią tej machiny. Ale boję się ją porzucić” – miał pisać pułkownik do jezuity. Ten radził wybrać radykalne rozwiązanie: „Musi pan ratować ludzkie istnienia”. Prokurator zaproponował najpierw zwolnienie chłopaka. Bez skutku. W końcu odszedł.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także