Nowy numer 42/2020 Archiwum

Księża do paki

Jak przywitać innych więźniów przy wchodzeniu do celi? – zastanawiał się mężczyzna w drelichu.

Niósł aluminiowy talerz, łyżkę, kubek, koc i jasiek z sianem. – Jestem przecież katolickim księdzem, więc wypada mi przywitać współwięźniów po katolicku – zdecydował w końcu. Był to ksiądz Józef Wójcik z diecezji sandomierskiej. Jeszcze nigdy nie był w więzieniu. Był wrzesień 1958 roku. Na progu swojej pierwszej celi ks. Józef powiedział: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!”. Po latach wspominał: „Nie odpowiedzieli mi: »Na wieki wieków«, tylko więzień stojący z lewej strony szturchnął łokciem w bok swojego towarzysza niedoli i z przekąsem zauważył: »Patrz, cholera, jaki pobożny złodziej, chyba gdzieś kościół okradł«”.

Obecnie rozmawiam z Bogiem
Ksiądz Józef jest jednym z 33 księży diecezji sandomierskiej, którzy przeszli przez komunistyczne więzienia. Jest rekordzistą, bo siedział aż osiem razy. Fragment jego życiorysu poznała cała Polska w zeszłym roku, dzięki spektaklowi Sceny Faktu TVP „Złodziej w sutannie”. Zagrał go Artur Żmijewski. Więcej o niesamowitych losach ks. Józefa Wójcika oraz o pozostałych 32 księżach opowiada nowa książka ks. prof. Bogdana Stanaszka z Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie „Księża diecezji sandomierskiej więzieni przez władze komunistyczne po II wojnie światowej”. Właśnie wydał ją rzeszowski oddział IPN. Ks. Józef Wójcik za pierwszym razem siedział za kazanie w obronie krzyży w szkołach. Kryminaliści z jego celi z początku nie uwierzyli, że to ksiądz. „Po urządzeniu się w celi zacząłem odmawiać brewiarz.

Gdy skończyłem, rozpocząłem modlitwę na różańcu. Oni w tym czasie spenetrowali mój brewiarz, poznali, że tekst pisany jest językiem łacińskim. Nie wytrzymali dłużej i jeden z nich z radością oświadczył: – Proszę księdza, niech się ksiądz nie martwi. My jesteśmy starzy ministranci!” – wspomina ks. Wójcik. Szybko się w więzieniu ośmielił. Gdy kiedyś odmawiał w kącie brewiarz, do celi wszedł oddziałowy, znany z perfidii. – Zachować się nie umiecie! Wstać, jak ja tu jestem! – wrzasnął. „Zupełnie nie reagując na tę inwektywę, modliłem się dalej. Wówczas przyskoczył do mnie i zjadliwie wykrztusił: – Do was mówię. Po chwili odwróciłem głowę w jego stronę: – Bardzo pana przepraszam, ale ja obecnie rozmawiam z Panem Bogiem, więc nie mogę jednocześnie rozmawiać z panem. Proszę mi nie przeszkadzać w modlitwie. Reakcja była piorunująca. – O gdybyś ty siedział przed Październikiem – zwrócił się do mnie – to ja nauczyłbym cię karności więziennej!”.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama