Nowy numer 49/2020 Archiwum

Grecka tragedia

Dlaczego grecka młodzież podpala swoje miasta? Ateński koktajl Mołotowa ma dwa składniki: roszczeniowość i beznadzieję.

Setki spalonych sklepów i samochodów, kraj sparaliżowany strajkiem generalnym, straty idące w setki milionów euro... – Grecy lubią protesty. Demonstracje i gazy łzawiące to u nich normalka. Zdarzają się raz na 3 miesiące. Ale tym razem po raz pierwszy w życiu byłam przerażona – mówi mieszkająca w Atenach Polka Agnieszka Czerwińska. O co tak naprawdę poszło? –Trudno się zorientować – przyznaje polski jezuita z Aten ks. Andrzej Pełka.

Faktem jest, że zanim jeszcze doszło do rozruchów, greccy studenci protestowali przeciw rządowym planom reformy edukacji. Brzmi to jak kiepski żart, ale greccy studenci chcą nadal dostawać za darmo podręczniki i miejsca w akademikach. Nie chcą natomiast ograniczenia bardzo licznej populacji „wiecznych studentów”, uważających, że bardziej im się opłaca pobierać stypendia, niż szukać pracy. Bezrobocie wśród młodzieży sięga bowiem w Grecji 25 proc. Efekt jest taki, że wszyscy chcą studiować, ale uczelniane sale podczas zajęć świecą pustkami. – Co robią wtedy studenci? Piją grappę i szwendają się po ulicach – mówi Agnieszka Czerwińska.

Policji wstęp wzbroniony
Kolejnym kamieniem obrazy było dla studentów ustawowe zezwolenie policji na wstęp do akademików i na tereny uniwersytetów. Obowiązujący stróżów prawa zakaz wstępu do tych miejsc (z nielicznymi wyjątkami, które dotyczą takich przypadków, jak gwałt czy morderstwo) ma uzasadnienie historyczne i został wprowadzony po tym, jak w 1973 r. grecka policja krwawo stłumiła studencki bunt przeciw ówczesnej dyktaturze. Dzisiejsi studenci razem ze swoimi wykładowcami protestują też przeciw planom złamania państwowego monopolu na prowadzenie uniwersytetów. W Grecji nie ma bowiem rodzimych uczelni prywatnych, a absolwenci miejscowych filii prywatnych uczelni zagranicznych są dyskryminowani, bo ich dyplomy nie są honorowane przy rekrutacji do pracy w sektorze publicznym.

Cóż, pomysły centroprawicowego greckiego rządu brzmią zdroworozsądkowo. Dziwi raczej to, że nie są one w Helladzie uważane za oczywiście słuszne. Co więcej, jest dokładnie przeciwnie: wywołują one wściekłość greckich lewaków. A ich wpływy, zwłaszcza w środowiskach akademickich, są mocne. – Uczelnie obwieszone są mnóstwem plakatów komunistycznej młodzieżówki – opowiada Agnieszka Czerwińska.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama