Nowy numer 48/2020 Archiwum

Kto doda im skrzydeł?

Leszek Miller, który jako premier przeżył powietrzną katastrofę rządowego śmigłowca, ironizuje, że o zakupie nowych samolotów dla rządu politycy zdecydują dopiero po tym, jak któryś z nich nie przeżyje kolejnego wypadku.

Lotnicze podróże polskich VIP-ów stały się dyżurnym tematem do kpin. Faktem jest, że dwa samoloty Tu-154 i cztery Jak-40, które służą do przewozu najważniejszych osób w państwie, to już maszyny wiekowe. Tupolewy mają około 20 lat. Jaki pamiętają jeszcze czasy Edwarda Gierka. W ostatnich latach zorganizowano już nawet kilka przetargów, ale żaden z nich nie wyłonił dostawcy maszyn, które mogłyby zastąpić albo uzupełnić obecny stan posiadania lotniczego specpułku.

A MON oficjalnie nic nie wie
Po niedawnych problemach prezydenckiego tupolewa podczas podróży głowy państwa po Azji premier Donald Tusk stwierdził, że rząd będzie się starał o zakup samolotów bez przetargu. Według nieoficjalnych informacji, w budżecie znaleziono już na ten cel około 150 mln zł. Tymczasem rzecznik ministerstwa obrony narodowej Robert Rochowicz powiedział „Gościowi Niedzielnemu”, że w resorcie tym trwają przygotowania do ogłoszenia kolejnego przetargu na samoloty dla VIP-ów i że do końca roku mają być ustalone warunki, jakie powinny spełniać nowe maszyny. Dodał, że planowany jest zakup trzech samolotów z możliwością rozszerzenia umowy o nabycie czwartego.

Co wybrać?
Gdyby już doszło do zakupu nowych samolotów, to jakie mogłyby to być maszyny? Możliwość pierwsza to Embraer Legacy 600. Do tego standardu dałoby się przebudować używane Embraery 145, należące do PLL LOT. Plusy takiego rozwiązania polegałyby na tym, że rząd mógłby w ten sposób podratować naszego podupadającego przewoźnika narodowego. Przynajmniej na wejściu byłoby to rozwiązanie niedrogie, dodatkowym atutem byłoby doświadczenie, jakie polscy mechanicy zdobyli już w serwisowaniu tego typu maszyn. Minus polega na tym, że według wstępnych założeń, opracowanych w tym roku przez Agencję Mienia Wojskowego, nowe samoloty powinny być w stanie pokonać Atlantyk bez międzylądowania (zasięg przebazowania – 7 tys. km).

Tymczasem brazylijskie odrzutowce, które mogą zabierać na pokład 16 pasażerów i latać z prędkością 850 km/h, mają zasięg tylko nieznacznie przekraczający 6 tys. km. Nabycie jungle jetów byłoby więc możliwe z zastrzeżeniem, że dodatkowo zakupione zostaną także inne maszyny o większym zasięgu. Nie jest to wykluczone, zważywszy, że polski rząd o mało nie kupił już Embraerów, gdy resortem obrony kierował obecny szef dyplomacji Radosław Sikorski. Innym razem niewiele brakło, abyśmy kupili francuskie samoloty Dassault Falcon 900EX. Te trójsilnikowe maszyny należą do cenionej i produkowanej od dawna rodziny samolotów dyspozycyjnych. Mogą się poszczycić potężnym jak na tę klasę zasięgiem 8400 km oraz prędkością maksymalną 890 km/h. Zabierają maksymalnie 18 pasażerów.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama