Nowy numer 48/2020 Archiwum

Dyscyplina, nie rygor

Tu wszyscy chodzą w mundurkach. Nauczyciele też.

Ksiądz dyrektor Jacek Kędzierski bardzo się zdziwił, kiedy podanie o przyjęcie do jego katolickiej szkoły złożył... muzułmanin, pochodzący z Azerbejdżanu. Jasne, że Zespół Szkół Katolickich we Włocławku ma bardzo wysoką renomę, jeśli chodzi o poziom nauczania, ale tu są przecież obowiązkowe lekcje religii. I przynajmniej na rozpoczęcie i koniec roku trzeba obowiązkowo przyjść na Mszę świętą. W Wielkim Poście korytarzami szkoły chętni przechodzą z Drogą Krzyżową. A nauczyciele zachęcają młodych, żeby włączali się w przygotowywanie licznych nabożeństw. Co tu jest pociągającego dla muzułmanina?
– Ojciec chłopaka, też muzułmanin, wyjaśnił mi: wybieramy tę szkołę właśnie dlatego, że jest katolicka. Bo ja wiem, że tu są szanowane religijne wartości. I że tutaj nikt nie będzie mojego syna wyśmiewał z powodu wyznawanej przez niego religii – wspomina dzisiaj ksiądz dr Jacek Kędzierski, dyrektor Zespołu Szkół Katolickich im. księdza Jana Długosza we Włocławku. I rzeczywiście tak jest. Chłopak szybko się w „Długoszu” zadomowił. Nauczyciele katolicy mówią o swoim muzułmańskim uczniu z wielką sympatią. – Radzi sobie z nauką. Nawet religię zaliczył, choć dla niego była całkowitą nowością – podkreślają.

Buda czarnego luda
Włocławskie gimnazjum i liceum, nazywane potocznie „Długoszem”, to swego rodzaju ewenement. Szkoła powstała w 1916 roku, ale w 1949 roku komuniści odebrali ją Kościołowi. Odrodziła się dopiero w 2001 roku. I zaledwie w kilka lat zdobyła taką renomę, że dzisiaj w „Długoszu” uczy się aż 680 uczniów. A dostać się tutaj wcale nie jest łatwo, trzeba mieć dobre wyniki w nauce. Tak dynamiczny rozwój szkoły, która jest katolicka, musiał co najmniej parę osób zdenerwować. Zwłaszcza że Włocławek był w przeszłości uważany za „czerwone” miasto. Antyklerykalny tygodnik „Nie” próbował być złośliwy, poświęcając tej katolickiej szkole tekst „Buda dla czarnego luda”. Artykuł wyszedł jednak bardziej żałośnie niż złośliwie: dziennikarka załamywała w nim ręce, że do „Długosza” swoje dzieci posyłają nawet starzy komuniści.

Bo rzeczywiście, oni też zapisują tu dzieci. Niektórzy zdecydowali się ze względu na zapis w statucie szkoły, że uczniowie wcale nie muszą być wyznania katolickiego. Wystarczy, że zaakceptują na przykład to, że każdego dnia pierwsza lekcja zaczyna się modlitwą. – Część naszych dzieciaków jest nawet oziębła religijnie – uważa ks. Kędzierski. – Przychodzą do nas czasem dlatego, że tu chodzą dzieci najzdolniejsze. I choć ich rodzice często krytykują chrześcijańskie wychowanie, to uważają, że w takiej szkole jest bezpieczniej. I nawet jeśli sami liberalnie wychowują dzieci i na wszystko im pozwalają, to nieraz chcą, żeby ich pociechy doświadczyły pewnych zakazów i nakazów – ocenia. Kiedyś matka ucznia jedynaka poprosiła dyrekcję, żeby jej syn mógł przez rok pomieszkać w szkolnym internacie. Ale wcale nie dlatego, że mieszkał za daleko. Według matki, syn zaczął przyjmować w życiu zbyt grymaszącą postawę. – Po roku przyszła podziękować, bo trochę bardziej zszedł na ziemię – wspomina ksiądz Jacek.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama