Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jak się robi prezydenta

Pewnie już wiesz, kto został nowym prezydentem USA. Ja, pisząc te słowa, jeszcze tego nie wiem. Ale wiem, jaką drogę musiał przebyć zwycięzca na drodze do Białego Domu.

A droga ta jest rzeczywiście niezwykle kręta, nie tylko z politycznego, ale także prawnego punktu widzenia. Zgodnie z konstytucją z 1787 r., osoba starająca się o urząd prezydenta USA musi być obywatelem amerykańskim z urodzenia, mieć ukończone 35 lat i od co najmniej 14 lat mieszkać w Stanach Zjednoczonych. Te proste, wydawałoby się, warunki stały się w tym roku przedmiotem kontrowersji. Pojawiły się głosy, że Barack Obama wcale nie urodził się na Hawajach, lecz być może poza granicami USA i dlatego nie jest obywatelem amerykańskim z urodzenia. Inni kierowali podobny zarzut w stronę Johna McCaina, który przyszedł na świat w amerykańskiej bazie wojskowej w Panamie. Chyba jednak nikt nie traktował tych głosów poważnie. W każdym razie nie przeszkodziły one żadnemu z kandydatów w ubieganiu się o najwyższy urząd w państwie.

Skopię ci ogródek!
Kandydaci na prezydenta zgłaszani są przez partie polityczne. W USA dominują dwie: republikańska i demokratyczna. W ponad 200-letniej historii USA tylko pięciu prezydentów nie pochodziło z tych ugrupowań (pierwszy prezydent George Washington oraz czterej prezydenci z partii wigów). Ostatnim poważnym kandydatem spoza wspomnianych dwóch wielkich bloków politycznych był w 1992 r. teksański milioner z Partii Reform Ross Perot. W praktyce więc o tym, kto stanie do ostatecznej rozgrywki, decydują prawybory, organizowane przez republikanów i demokratów.

Uczestniczą w nich zarejestrowani członkowie tych partii, a czasem nawet osoby spoza nich. Prawybory bywają organizowane na wzór zwykłych wyborów, czasem jednak przybierają archaiczne formy wiejskich zebrań czy wieców, podczas których zwolennicy różnych kandydatów mogą się nawzajem przekonywać, a nawet składać sobie obietnice typu: „jak zagłosujesz na mojego kandydata, to ci postawię kolację albo przekopię ogródek”. Mówiąc ściśle, głosy wyborców nie są w prawyborach oddawane na konkretnego kandydata na prezydenta, ale na delegatów partyjnych, o których wiadomo, na kogo zagłosują.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama