Nowy numer 48/2020 Archiwum

Do spółki ze szpitalem

Według opozycji, szpitale przekształcone w spółki kierują się zyskiem zamiast dobrem pacjenta. Jednak czy w szpitalach publicznych widać dzisiaj jakąś szczególną troskę o pacjenta?

Planowana przez rząd reforma wcale jednak nie musi doprowadzić do szybkiej i masowej prywatyzacji. Może tylko ten proces przyspieszyć. Politycy PiS i postkomuniści wykorzystują więc okazję, żeby postraszyć tych wyborców, którzy na sam dźwięk słowa „prywatyzacja” wpadają w panikę. Politycy Platformy Obywatelskiej na razie bardzo gwałtownie zaprzeczają, kiedy ktoś im powie, że ich ostatecznym celem jest prywatyzacja. – Chodzi nam tylko o komercjalizację szpitali! – podkreślają. O co więc chodzi w planowanej komercjalizacji? O przekształcenie publicznych szpitali w spółki handlowe. Według rządowego projektu, to przekształcenie ma być obowiązkowe. Dzisiaj właścicielem szpitalnych budynków są samorządy. I to właśnie samorządy przy komercjalizacji przejmą udziały w nowych spółkach. Co z tymi udziałami zrobią? Co im się podoba. Samorządy mogą na przykład swój pakiet większościowy utrzymywać przez całe dziesięciolecia, z kadencji na kadencję.

Ale mogą też zmienić zdanie i odsprzedać swoje udziały jakiemuś prywatnemu inwestorowi. Dopiero wtedy nastąpi prawdziwa prywatyzacja. Platforma strasznie boi się jednak tego słowa. Minister zdrowia Ewa Kopacz przekonuje, że samorządy wcale nie będą oddawać kontroli nad swoimi szpitalami, bo są przecież rozliczane przed swoimi wyborcami. – Rolą samorządu jest m.in. dbałość o bezpieczeństwo zdrowotne swoich mieszkańców. Aby tak było, musi tam działać sprawny ośrodek medyczny – powtarza. Przekształcanie szpitali w spółki nie jest zresztą w Polsce niczym nowym. Odbywa się to od dawna, tyle że na mniejszą skalę. Już 65 z 750 polskich szpitali zostało skomercjalizowanych. I jak na razie samorządy rzeczywiście nie pozbywają się ich. Tylko 4 proc. kapitału w tych 65 szpitalach jest prywatne. Do obowiązkowego przekształcania szpitali w spółki jeszcze jednak daleka droga. Prezydent Kaczyński zapowiedział, że tę ustawę zawetuje. Platformie może nie udać się zebranie tylu głosów, żeby jego weto obalić.

Straszne słowo: prywatyzacja
Mimo lęku Platformy przed słowem „prywatyzacja”, warto zastanowić się, co by było, gdyby większość polskich szpitali została jednak z czasem sprywatyzowana? Niepokoi możliwość robienia „przekrętów” w czasie samego procesu prywatyzacji. Szykowała się już do nich była posłanka Beata Sawicka w rozmowach nagranych przez CBA. Jednak dla pacjenta leczenie się w szpitalu, który działa na rynkowych zasadach, ma wiele plusów. Wystarczy spojrzeć na sprywatyzowane przychodnie lekarskie, z których korzysta dzisiaj większość Polaków. Standard usług jest w nich bez porównania wyższy niż w czasach, kiedy były to przychodnie państwowe. Rodacy już zapominają, że w przeszłości bardzo niewielu lekarzy można było zastać w przychodni w godzinach, które mieli wypisane na tabliczkach przy drzwiach. Lekarze zwykle urywali sobie z tego co najmniej dwie godziny. A pacjentami, którzy warczeli na siebie, tkwiąc godzinami w ogromnych kolejkach, nikt się nie przejmował. Na prywatyzacji szpitali i – co równie ważne – na wprowadzeniu między nimi konkurencji pacjenci też mogliby zyskać. Znikłaby korupcja, a szpitale zaczęłyby zabiegać o pacjenta. Jest już zresztą w Polsce około 70 prywatnych szpitali, które sobie radzą, m.in. Chorzowie, w Kostrzynie, w Świeciu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama