Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Zaszczuć solidarnych

O szykanach, jakie spadły na twórców filmu "Solidarni 2010" oraz odbiorze filmu, mówi Jan Pospieszalski.

Przemysław Kucharczak: Witam czarną owcę polskiego dziennikarstwa. Jak się Pan czuje w tej roli?
Jan Pospieszalski: – Ta rola jest dużo szersza. Jeżeli sam premier Tusk insynuuje mi zaangażowanie partyjne, choć jednocześnie przyznaje się, że nie oglądał filmu...

...filmu „Solidarni 2010”, o który wybuchła cała awantura.
– Tak. Ta wypowiedź premiera znaczy, że zdarzyło się coś ważnego. Jeśli marszałek Komorowski opowiada o naszym filmie, że mu się nie podoba, bo nie lubi, gdy ktoś zawłaszcza tradycję AK, to przecieram oczy ze zdumienia. Nie wiem, co było bardziej żałosne: czy dowcipy ze mnie w wykonaniu Szymona Majewskiego, czy to, co mówił marszałek. Może chciał powiedzieć coś rezolutnego, ale wyszło jak zawsze. „Gazeta Wyborcza” przeprowadziła dziką lustrację bohaterów, którzy wypowiadają się w tym filmie, rozpoznając aktora, rolnika, który ponoć ma niepopłacone jakieś zaległości, radnego PiS-u, kolejną aktorkę...

Uznali, że aktor nie ma prawa się wypowiadać.
– Temu młodemu człowiekowi odmawia się prawa do jego emocji, insynuuje mu się, że za swoje słowa bierze pieniądze. To jest niegodziwe i haniebne. Mało tego, okazuje się, że większość krytyków tego filmu albo w ogóle go nie widziała, jak historyk Andrzej Kunert, porównujący obraz do zbrodni stanu, albo też nie była w tłumie przed Pałacem Prezydenckim. Starają się nie wiedzieć o tej rzeczywistości, którą film próbował uchwycić.

Być może niektórzy podejrzewają, że celowo wybieraliście z tłumu ludzi, którzy krytykowali przeciwników Lecha Kaczyńskiego.
– Ale głosy potępiające przeciwników prezydenta Kaczyńskiego są cytatami z tych przywoływanych postaci! Przecież ludzie pamiętają słowa Bronisława Komorowskiego, że będzie „strzelał jak do kaczek”. Ludzie pamiętają, co mówili Donald Tusk, Stefan Niesiołowski i Janusz Palikot, i to cytują. Nagle okazuje się, że zacytowanie na ulicy tego, co politycy mówią w mediach, „dzieli Polaków”. Przecież to politycy mówili to najpierw, to oni są autorami tych słów. Nagle okazuje się, że cytaty z polskich polityków były w tym filmie najbardziej obraźliwe.

A słowa człowieka stojącego przed Pałacem Prezydenckim, że Donald Tusk ma krew na rękach? Reżyser Ewa Stankiewicz nie musiała brać tej wypowiedzi do filmu.
– Więc przypomnijmy, kto pierwszy to określenie wprowadził do debaty publicznej. Po samobójczej śmierci Barbary Blidy właśnie w ten sposób określano program „Misja specjalna” w telewizji publicznej, który mówił o mafii węglowej. Wtedy pojawiły się oskarżenia, że telewizja publiczna ma krew na rękach, że dziennikarka Anita Gargas ma krew na rękach, skoro ten program zrobiła.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama