Nowy numer 43/2020 Archiwum

Porozumienie bez sensu?

Polski rząd nie skorzystał z możliwości starania się o szerszy dostęp naszych ekspertów do badania katastrofy smoleńskiej.

Gdy polska opinia publiczna równie głośno, co bezskutecznie domagała się szerszego udziału strony polskiej w badaniu przyczyn katastrofy pod Smoleńskiem, a Sejm odrzucił idącą w tym kierunku rezolucję, zaproponowaną przez Prawo i Sprawiedliwość, gruchnęła szokująca wiadomość. „Rzeczpospolita” napisała, że Polska i Rosja od 17 lat związane są dwustronnym porozumieniem dotyczącym ruchu lotniczego samolotów wojskowych.

Co mówi porozumienie?
Mówi ono m.in. o wymianie informacji meteorologicznych, wzajemnym zgłaszaniu lotów, usługach związanych z obsługą samolotów (np. przy lądowaniu) oraz rozliczeniach. Ale mówi też, że w razie incydentu (np. katastrofy) z udziałem polskiego samolotu wojskowego w Rosji albo rosyjskiego samolotu wojskowego w Polsce, wyjaśnianie tego incydentu będzie się odbywać – uwaga! – wspólnie. By zrozumieć, czego dotyczy to porozumienie, trzeba rozdzielić dwie sprawy. Jedna to śledztwo, prowadzone w sprawie katastrofy, a druga to badanie jej przyczyn. Wbrew pozorom, to nie jest to samo. Pierwszym zajmują się prokuratury Polski i Rosji. Drugim zajmuje się wyspecjalizowana agenda rządu rosyjskiego (MAK). Strona polska jedynie obserwuje jej działania przez tzw. akredytowanego. Którego z tych postępowań dotyczy polsko-rosyjskie porozumienie z 1993 roku? Jak mówi rzecznik Prokuratury Generalnej Mateusz Martyniuk, nie dotyczy ono śledztwa prokuratorskiego. To regulują inne dokumenty międzynarodowe, przyznające rosyjskiej prokuraturze rolę gospodarza tego śledztwa. Owo wspólne wyjaśnianie, o którym mówi porozumienie z 1993 roku, odnosi się więc do działań komisji eksperckich, które mają za zadanie wyjaśnienie przyczyn katastrofy, a nie ustalanie winnych.

Wybór rządu
Rzecznik prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej stwierdził, że porozumienie z 1993 roku nie opisuje dokładnie, jak miałoby wyglądać wspólne, polsko-rosyjskie badanie lotniczego incydentu. Dlatego rząd polski nie wskazał tego porozumienia jako prawnej podstawy badania katastrofy smoleńskiej. – Po katastrofie pod Smoleńskiem możliwe było albo rozpoczęcie długotrwałych rozmów ze stroną rosyjską, w celu ustalenia procedury badania wypadku na podstawie art. 11. porozumienia z 1993 roku, albo natychmiastowe podjęcie badań przy wykorzystaniu istniejących międzynarodowych procedur, wynikających z tzw. konwencji chicagowskiej. Wybór tzw. konwencji chicagowskiej, w ocenie także polskich specjalistów w zakresie badania wypadków lotniczych, zapewnia sprawne prowadzenie postępowania oraz jawność jego wyników – precyzuje komunikat Centrum Informacyjnego Rządu.

Wybór obywateli
Jak widać, wybór polskiego rządu podyktowany był względami politycznymi, a nie prawnymi. Możliwość starania się o szerszy dostęp polskich ekspertów do badania katastrofy została poświęcona na rzecz „sprawnego prowadzenia postępowania”. A głównym powodem, dla którego Polska nie starała się o równoprawną pozycję swoich ekspertów, była chęć niezadrażniania stosunków z Rosją. Premier Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej, przyznał to publicznie, gdy nie mówiło się jeszcze o porozumieniu z 1993 roku, ale zwracano już uwagę, że nawet konwencja chicagowska daje możliwość zawarcia umowy, dającej Polsce szerszy dostęp do badania przyczyn katastrofy prezydenckiego tupolewa.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama