GN 43/2020 Archiwum

Lekarze przeciw antykoncepcji

Nie przepisuję środków antykoncepcyjnych, ale pacjentek mam tyle, że na brak pracy nie narzekam – mówi ginekolog z Krakowa dr Maria Szczawińska.

Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny gorszy się, że niektórzy ginekolodzy odmawiają przepisywania środków antykoncepcyjnych („Dziennik” z 4 czerwca). Nawet medycy, dla których wypisanie recepty na te pigułki nie jest problemem, zaczynają mieć opory, gdy widzą, że nawet nastolatki chcą je łykać jak witaminy. Może z czasem przynajmniej niektórzy z nich dołączą do tych specjalistów, którzy odmawiają wypisywania takich recept . Są to zarówno pojedynczy ginekolodzy, jak i całe ośrodki. Do tych ostatnich „Federa” zaliczyła Szpital Świętej Rodziny w Warszawie, kierowany przez byłego konsultanta krajowego w dziedzinie ginekologii i położnictwa prof. Bogdana Chazana.

Lekarz półinteligentny?
Klauzulę kierowania się w pracy zasadami moralnymi promowanymi przez Kościół katolicki podpisują lekarze, pracujący w poradni krakowskiej Fundacji Pro Humana Vita. W kamienicy przy ul. Sławkowskiej 1 przyjmuje sześciu ginekologów. – Jestem wolnym człowiekiem i nikt, także Narodowy Fundusz Zdrowia, nie może mnie zmusić do przepisywania środków antykoncepcyjnych – mówi dr Anna Misztal-Dwojak. Pozwala jej na to zawarta w ustawie o zawodzie lekarza klauzula sumienia, a także uznawana w cywilizowanym świecie zasada medycyny partnerskiej. Oznacza ona, że pacjent nie jest jedynie klockiem drewna, w którym lekarz może rzeźbić, jak mu się podoba. Ale z drugiej strony pacjent nie może traktować lekarza jak półinteligentnego narzędzia, które nie ma nic do gadania, tylko ma wykonać to, czego pacjent sobie życzy. Dlatego lekarz może, a nawet powinien odmówić spełnienia życzenia pacjenta, jeśli nie widzi ku temu wskazań lekarskich i uzasadnienia etycznego. – Kiedyś reprezentantka firmy farmaceutycznej, produkującej środki antykoncepcyjne, przyznała mi się w chwili szczerości, że ani ona, ani jej koledzy nie przychodzą do mnie, bo wiedzą, że nie mają po co – mówi dr Szczawińska, lekarz ginekolog z 25-letnim stażem.

Nikt tak ze mną nie rozmawiał...
Według niej, bywają pacjentki, które – czasem nawet agresywnie – domagają się recepty na środek antykoncepcyjny i takie, które z góry wiedzą, że tego nie chcą. Sporą grupę stanowią jednak te, które nie mają wyrobionego zdania i są gotowe do rozmowy na ten temat. Są to często młode dziewczyny. – Wiele z nich nie brałoby takich środków, ale bywa, że w rodzinnym domu brakuje im akceptacji, więc łatwo wpadają w ramiona przypadkowych mężczyzn, którzy dają im złudne poczucie oparcia. Ceną za to jest konieczność używania tabletek antykoncepcyjnych – mówi dr Szczawińska, dodając, że miała już pacjentki, które po dłuższej rozmowie na ten temat, mówiły w końcu z uznaniem: – Wie pani, dotąd nikt tak ze mną nie rozmawiał...

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama