Nowy numer 49/2020 Archiwum

Bezpieczny (gazo)port

To ma być wielka, strategiczna inwestycja. Przez gazoport w Świnoujściu ma do Polski docierać połowa ilości gazu ziemnego, jakiego potrzebuje nasz kraj.

Położoną na wyspie Wolin część Świnoujścia wskazano jako miejsce budowy polskiego gazoportu w 2006 roku. Na potrzeby tej inwestycji założono przedsiębiorstwo Polskie LNG. Terminal LNG (skrót angielski: liquified natural gas – skroplony gaz ziemny) ma zapewnić zróżnicowanie źródeł i dróg dostaw gazu ziemnego, ważne dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Projekt techniczny instalacji powstaje w kanadyjskiej firmie SNP Lavalin, której sztandarowym projektem jest nowiuteńki terminal gazowy w Kanadzie (Canaport). Polski rząd kończy właśnie prace nad projektem ustawy, która ma m.in. upraszczać procedury prawa budowlanego i przepisy dotyczące zamówień publicznych. Ma to przyspieszyć budowę.

3,2 miliarda złotych
Polskie LNG podaje, że w 2006 r. koszt budowy terminala szacowano na 450 mln euro (czyli ponad 2 mld złotych). Oficjalna aktualizacja tej kalkulacji ma być gotowa w kwietniu. Na portalu rynekgazu.pl pojawiły się szacunki, mówiące, że za budowę terminala i zakup floty metanowców, czyli statków do transportowania skroplonego gazu, Polska będzie musiała zapłacić w sumie 3,2 mld zł. Komisja Europejska zaproponowała, by na budowę terminala w Świnoujściu wydać 80 mln euro z nadwyżki budżetowej UE. Jednak zaraz potem pojawiły się informacje o rzekomym ultimatum, jakie miały w tej sprawie złożyć Polsce Niemcy. Rząd w Berlinie miał uzależnić swą zgodę na takie przeznaczenie części zaoszczędzonych przez Unię środków od zgody polskiego rządu na budowę Gazociągu Północnego. Jak wiadomo, gazociąg ten – przebiegając po dnie Bałtyku – doprowadzałby gaz do Europy Zachodniej z pominięciem Polski. Przewodniczący komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz Wolski, pytany przez „Gościa”, nie potwierdził jednak informacji o niemieckim ultimatum.

Jak działa gazoport?
Polski terminal LNG jeszcze nie istnieje, ale można już zobaczyć, jak wyglądają podobne instalacje w innych krajach. Jedną z najnowszych jest kanadyjski Canaport. Patrząc z lotu ptaka, ma on kształt litery T. Jej pionowa kreska to pomost, wychodzący w głąb morza prostopadle do brzegu. Kreska pozioma to system cumowania, który umożliwia bezpieczne „zaparkowanie” jednego statku. W miejscu, w którym obie te linie się łączą, widać cztery wysunięte ku górze ramiona. Trzy z nich służą do pobierania skroplonego gazu z metanowca i przesyłanie go rurami na ląd, gdzie zbudowana jest przepompownia, a także trzy potężne zbiorniki. Co ciekawe, wszystkie tego typu zbiorniki na świecie mają tę samą objętość (160 tys. metrów sześciennych). Obliczono, że nie opłaca się budować ani większych, ani mniejszych. W polskim gazoporcie takie zbiorniki mają być dwa. Czwarte ramię służy do wtłaczania do zbiorników metanowca lotnego gazu, wypieranego przez gaz skroplony ze zbiorników na lądzie. W ten sposób instalacja pracuje w obiegu zamkniętym. Tuż obok ramion rozładowczych widać jeszcze dźwig i pomost, którym załoga metanowca może schodzić na ląd.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama