Nowy numer 48/2022 Archiwum

Ostatni przystanek przed niebem

O pracy nad filmem „Johnny”, którego bohaterem jest ks. Jan Kaczkowski, opowiada reżyser Daniel Jaroszek.

Edward Kabiesz: Do tej pory zajmował się Pan filmem reklamowym. Dlaczego bohaterem Pana debiutu fabularnego został ks. Jan Kaczkowski?

Daniel Jaroszek: Wywodzę się ze świata reklamy, ze świata teledysków i nigdy nie przypuszczałem, że nakręcę film fabularny. Szczerze mówiąc, kiedy dostałem ten scenariusz, podszedłem do niego z ogromnym dystansem. Uznałem, że producent, który wiedział, że nie zrobiłem żadnego dłuższego filmu, proponując mi realizację tego projektu, jest szalony. Przeczytałem jednak i właściwie przepadłem, bo postać ks. Kaczkowskiego mnie zafascynowała. Wciągnęła mnie na tyle, że przeczytałem wszystkie książki, artykuły o nim, zobaczyłem wszystkie materiały wideo, wysłuchałem kilku nagrań radiowych i stwierdziłem, że jest to doskonały bohater na debiut fabularny. Można sobie tylko wymarzyć, by nakręcić film o kimś takim. Zadzwoniłem do producenta i powiedziałem, że chętnie podejmę to ryzyko, jeżeli tylko mi zaufa.

Na jakich materiałach oparty został scenariusz, którego autorem jest Maciej Kraszewski? Czy w czasie realizacji nastąpiły w nim jakieś zmiany?

W pierwszej wersji był bardzo długi. Był absolutnie fascynujący, ale miał ponad 200 stron, czyli film musiałby trwać 200 minut. Trudno przez tyle czasu wysiedzieć w kinie. Dlatego postanowiliśmy go trochę skrócić, zmienić tempo narracji i nieco poprzestawiać chronologię. Nie jest tajemnicą, że Patryk Galewski poznał ks. Jana jeszcze przed jego chorobą, natomiast nasz film zaczyna się od momentu, kiedy Jan jest już chory i ich znajomość jest intensywna, ale bardzo krótka. Zaproponowałem takie rozwiązanie, by podkreślić element uciekającego czasu. Wiem, że Maciej Kraszewski znał się z ks. Kaczkowskim, przyjaźnili się, jest blisko z całą jego rodziną. Naturalną koleją rzeczy było, że taki scenariusz powstał. Chociaż nie wszystko, co znalazło się w książce Kraszewskiego, udało się pokazać na ekranie, był to niezwykły materiał, który z ogromną przyjemnością przełożyłem na język filmu.

Dzisiaj rzadko powstają produkcje, w których ksiądz jest bohaterem pozytywnym. Co Pana zainteresowało w postaci tego księdza?

To jest film o dobrym człowieku, mniej o księdzu. Kaczkowski był kapłanem, to oczywiste, ale ja bardzo chciałem uniknąć oceniania instytucji Kościoła i księży. Chciałem się skupić na tym, jakim był człowiekiem, jakie były jego działania i najważniejsze – jakie było jego świadectwo. Nie chciałem uczestniczyć w tej dyskusji na temat Kościoła, która jest teraz taka zażarta i głośna. Zależało mi, żeby był to film dla wszystkich, dla ludzi po obu stronach barykady. W dzisiejszych czasach, kiedy sytuacja geopolityczna jest taka, jaka jest, potrzebujemy czegoś pozytywnego. Chcemy dostać coś, co podnosi na duchu, wniesie trochę słońca. Jeżeli pójdą zobaczyć go moi znajomi, pokolenie dwudziestolatków, pięćdziesięciolatków i jeszcze starsi, mam nadzieję, że znajdą w nim coś dla siebie. To uniwersalna opowieść o dobroci, o tym, co w życiu najważniejsze. Ta historia nie będzie dzielić, a raczej przynajmniej odrobinę łączyć wszystkie pokolenia, lewą i prawą stronę.

Czy spotkał Pan ludzi, którzy znali ks. Kaczkowskiego?

Tak. Swoje przygotowania rozpocząłem od spotkań z rodziną. Zależało mi na ich aprobacie dla naszej wizji tego filmu i ich opinii, czy jestem osobą, która powinna nakręcić obraz o ich synu. Były to niezwykłe i owocne spotkania, których nigdy nie zapomnę. Potem doszły kolejne – z jego przyjaciółmi, współpracownikami. Podczas tych wszystkich rozmów, poza odkrywaniem świata Jana, miałem poczucie, że właśnie przed chwilą go minęliśmy, że przed sekundą tu był i dosłownie dopiero co wyszedł. Takie poczucie miałem po raz pierwszy w życiu, ale to też świadczy o tym, jak wielki ślad ks. Jan pozostawił po sobie.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się