Nowy numer 4/2023 Archiwum

Ludzkie losy

„Jak mam…?” to opowieść prawie niemożliwa, która dzieje się naprawdę. Nagrodzony na Europejskim Festiwalu Filmowym „Integracja Ty i Ja” obraz Macieja Książki porusza autentycznością i ciepłem. Jak jego przyjaźń z niepełno-sprawnym Piotrem.

Byli kiedyś w górach. Straszne błoto. Maciej szedł przodem, zaczęło się podejście, więc ciągnął za sobą Piotrka. Ale ten się zaparł. Nie chciał iść. – No to ja go ciągnę jeszcze mocniej. A on dalej stoi. Nie pójdzie dalej i już. Bardzo się wtedy zdenerwowałem – opowiada Maciej Książko. Piotrek skierował wtedy palec w dół. Co się okazało? W błocie utkwił jego but. – Byłem czerwony jak burak. Bardzo długo go wtedy przepraszałem – wspomina Maciej. Ale Piotr potrafi tę wpadkę wykorzystać. Gdy tylko chce uciszyć przyjaciela, pokazuje wymownie na swój but.

Jak dwie sierotki

Zaczęło się od obozu. Piotrek był na nim pierwszy raz. Maciej też. Maciej właśnie zaczynał pracę w Caritas Archidiecezji Krakowskiej jako terapeuta w jednej z placówek dla osób z niepełnosprawnościami. Od razu wrzucili go na głęboką wodę i wysłali na wyjazd wakacyjny. – Pojechaliśmy do Lipnicy... Wysiadamy z autokaru, po jednej stronie ustawiają się opiekunowie czy asystenci, a po drugiej – podopieczni, czyli osoby z niepełnosprawnościami – wspomina. – Rozumiem, że jeden na jeden? Opiekun i podopieczny? – pytam. – Tak, wtedy tak było. Taka była zasada, dość fajna, że osoba z niepełnosprawnością podchodziła i wybierała sobie opiekuna na całe dwa tygodnie – wyjaśnia mężczyzna. Piotr pomrukuje z aprobatą.

Ale to nie Piotr wybrał Macieja. – To los nas wybrał, bo zostaliśmy na końcu, jako ostatni – śmieją się obaj. Piotr – całym sobą. Śmieją się oczy, usta, ręce poklepujące z radością Maćka. Ze śmiechu trzęsie się radośnie brzuch.

– Ale ja myślę, że on tak specjalnie odczekał – dodaje Maciek. – To był jego pierwszy wyjazd, mój też, no i takie dwie sierotki zostały na koniec. Staliśmy tak ze spuszczonymi głowami, naprzeciwko siebie. Ale od momentu, kiedy je podnieśliśmy, jesteśmy praktycznie nierozłączni – mówią o początku przyjaźni, która trwa już prawie 25 lat. Piotrek wcześniej nie uczęszczał do żadnego ośrodka, a po tych wakacjach zaczął przychodzić na zajęcia.

Chłopaki polubiły się od razu. – Byłem trochę przerażony całą sytuacją, ale jak zobaczyłem Piotra, to natychmiast strach uleciał. Nasza przyjaźń docierała się wtedy podczas bezsennych nocy, bo Piotrek na wyjazdach ma problemy ze spaniem. Co chwilę padało pytanie: „Co robisz?” – mówi Maciej, patrząc z tkliwością na przyjaciela.

Gesty i słowa

Piotr Kękuś ma 51 lat i od urodzenia zmaga się z porażeniem mózgowym. Nie mówi, a właściwie wypowiada po swojemu pojedyncze słowa. A to, czego się nie da powiedzieć, trzeba wyrazić gestami. Piotrek doprowadził tę sztukę do perfekcji. – Rozumiem go w 40–50 proc., mama rozumie jakieś 80 proc. Ale Piotr jest dobry i wszystkim chce pomagać. Gdy się go o coś zapyta, to za trzecim razem zawsze przytaknie. „Tak” to jego ulubione słowo. Słowo „nie” przychodzi mu z trudem, choć pracujemy nad tym. Kiedy zadaję mu właściwe pytanie, od razu widać reakcję – i wtedy wiem: trafiłem! – wyjaśnia zasady komunikacji z Piotrem Maciej. Na lekcje wsłuchiwania się w Piotra jeździł do jego mamy. Przyjaciel doskonale rozumie, co się do niego mówi, ale w drugą stronę jest już trudniej. Nie nauczył się metod alternatywnej komunikacji. Właściwie nawet nie odczuwa takiej potrzeby. – Mama go rozumie, ja go rozumiem, ludzie tutaj go rozumieją. Jest zadowolony z życia? – pyta Maciej. – Noooo! – odpowiada Piotr. – Jest uśmiechnięty? – pada kolejne pytanie. I znowu: – Noooo!

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy