Nowy numer 48/2022 Archiwum

HiT pod lupą

Przedmiot historia i teraźniejszość, który właśnie wszedł do szkół ponadpodstawowych, miał zastąpić wiedzę o społeczeństwie. W praktyce okazuje się jednak głównie rozszerzeniem nauczania historii. Przyglądamy się podręcznikom do tego przedmiotu.

Medialna wrzawa towarzysząca wejściu do szkół nowego przedmiotu o nazwie historia i teraźniejszość z pewnością nie sprzyja rzeczowej ocenie pomysłu Ministerstwa Edukacji i Nauki. Warto jednak powściągnąć na chwilę emocje, wywołane w dużej mierze politycznymi sporami, i przyjrzeć się temu, czego naprawdę będą się uczyć młodzi ludzie na lekcjach HiT-u, oceniając na chłodno potencjalne korzyści i niedogodności, które mogą wiązać się z tą innowacją.

Założenia a praktyka

Według podstawy programowej historia i teraźniejszość to „przedmiot interdyscyplinarny łączący wiedzę o życiu społecznym człowieka i jego głównych instytucjach z wiedzą o najnowszych dziejach Polski i świata. Przedmiot, realizowany na początku procesu kształcenia w liceum ogólnokształcącym i technikum, umożliwi uczniom poznanie i zrozumienie najnowszych dziejów Polski i świata oraz przygotuje ich do świadomego i odpowiedzialnego udziału w życiu publicznym”. W założeniu HiT ma zastąpić inny przedmiot – wiedzę o społeczeństwie – w jego zakresie podstawowym. W praktyce jednak będzie także dodatkowym kursem historii najnowszej, realizowanym obok tradycyjnych lekcji historii. I choć łączna liczba godzin w cyklu kształcenia nie ulega zmianie w związku z tym przesunięciem (3 godziny HiT-u w cyklu zamiast 2 godzin WoS-u w liceach i technikach, a 7 godzin historii tradycyjnej zamiast wcześniejszych 8), to jednak przeglądając podręczniki, łatwo zauważyć, że proporcje przekazywanych treści istotnie się zmienią, i to na niekorzyść wiedzy o społeczeństwie. Z kolei część treści historycznych zdubluje się z tymi, które młodzież poznaje w klasie maturalnej na „zwykłych” lekcjach historii.

Już sam ten fakt rodzi pytania, w jakim stopniu realizowany będzie cel, który postawili sobie autorzy projektu. O ile „poznanie i zrozumienie najnowszych dziejów Polski i świata” faktycznie – przy sensownie prowadzonych lekcjach – powinno się pogłębić (młodzież uczyć się będzie m.in. o zimnej wojnie, relacjach między komunistycznym państwem a Kościołem, Solidarności czy genezie integracji europejskiej), o tyle z przygotowaniem „do świadomego i odpowiedzialnego udziału w życiu publicznym” może być gorzej. Oczywiście wiele zależy od tego, w jaki sposób treści te zostaną ze sobą powiązane. Ten obowiązek spoczywa na nauczycielach, którzy z pewnością nie będą mieli łatwego zadania. Czy pomogą im w tym istniejące na rynku podręczniki?

Wykład dla pierwszaków?

Do tej pory Ministerstwo Edukacji i Nauki dopuściło do użytku szkolnego trzy podręczniki do historii i teraźniejszości. Dwa z nich – książka autorstwa prof. Wojciecha Roszkowskiego (wydawnictwo Biały Kruk) oraz zespołowe dzieło opublikowane przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne – przeznaczone są dla liceum i technikum, a trzeci, wydany przez SOP Oświatowiec Toruń, służyć ma szkołom branżowym I stopnia. W przygotowaniu jest jeszcze podręcznik wydawnictwa Operon, który jednak ciągle czeka na dopuszczenie do użytku.

Już na pierwszy rzut oka widać, że publikacje te mocno różnią się od siebie. Podręcznik prof. Roszkowskiego dla klasy pierwszej to pokaźnej grubości (512 stron!), elegancko wydana i zilustrowana księga, która jest przede wszystkim kursem historii Polski i świata, zamykającym się w latach 1945–1979. Zagadnienia z wiedzy o społeczeństwie pojawiają się tu jedynie przy okazji historycznego wykładu. Słowo „wykład” wydaje się w tym przypadku bardzo na miejscu, gdyż nawet wydawca zauważa, że „forma podręcznika przygotowuje ucznia do dalszej drogi akademickiej”. Można się jednak zastanawiać, czy to dobrze. Większość uczniów w tym wieku nie jest przecież przygotowana do pracy z takim typem podręcznika. Autor przekazuje w nim bardzo dużo treści, a wyłowienie tego, co najważniejsze, będzie dla młodego odbiorcy naprawdę trudnym zadaniem. Owszem, każdy z siedmiu działów tej książki zakończony jest kilkoma pomocniczymi pytaniami, jednak dla utrwalenia tak obszernego materiału to zdecydowanie za mało (przykładowo: część I, złożoną z aż 23 rozdziałów, z których każdy mógłby być tematem na osobną lekcję, zamyka zaledwie 9 pytań). Zamiast syntez w postaci ramek, tabelek czy wykresów otrzymujemy propozycje lektur uzupełniających, a więc dalszego rozszerzania tematów. Również kody QR, zamontowane na początku każdego działu i odsyłające do multimediów, to ukłon w stronę uczniów szczególnie zainteresowanych historią. Świetnie, że takie dodatki istnieją, ale dobrze skonstruowany podręcznik powinien być adresowany nie tylko do „wybranych”, lecz do wszystkich uczniów. Obok planu maksimum książka powinna więc ułatwiać realizację planu minimum.

Rzecz dla pasjonatów

Inną sprawą jest język podręcznika prof. Roszkowskiego, czasem nazbyt zbliżony do eseju (niektóre fragmenty zostały zresztą wprost zaczerpnięte z eseistycznych książek profesora). To, co bywa wartością w publicystyce, czyli subiektywny, mocny osąd, w podręczniku jest raczej balastem. Tu liczą się przede wszystkim fakty. Pytanie o ich interpretację, wartościowanie byłoby z pewnością dobrym punktem wyjścia do ćwiczeń czy klasowej dyskusji. Niestety, w podręczniku prof. Roszkowskiego ta interpretacja zbyt często zostaje z góry narzucona, co łatwo może wywołać efekt odwrotny do zamierzonego i zniechęcić uczniów do prezentowanej przez autora wizji świata. A byłoby szkoda, bo jest to wizja w wielu punktach bliska chrześcijaństwu. Tyle że niektóre fragmenty wyświadczają jej niedźwiedzią przysługę. Można wprawdzie odetchnąć z ulgą, że nieszczęsny ustęp, stygmatyzujący dzieci poczęte „w oderwaniu od naturalnego związku mężczyzny i kobiety” („[…] kto będzie kochał wyprodukowane w ten sposób dzieci?”), został z książki ostatecznie usunięty, ale pozostały np. kreślone grubą kreską fragmenty na temat muzyki rockowej, niewolne zresztą od błędów rzeczowych (np. wrzucenie grupy Riverside między tuzów rocka symfonicznego z lat 70.).

Przy tych wszystkich mankamentach podkreślić trzeba, że książka prof. Roszkowskiego zawiera solidną dawkę wiedzy, popartej przykładami (bardzo interesujące są np. fragmenty dotyczące relacji między państwem a Kościołem) i przedstawionej w jasnym, logicznym wywodzie. Dlatego czyta się ją dobrze. Tyle że niespecjalnie nadaje się na podręcznik dla przeciętnego ucznia. Jest to rzecz raczej dla pasjonatów historii.

bez oddechu

Na przeciwległym biegunie znajduje się podręcznik dla szkół branżowych I stopnia, przygotowany przez wydawnictwo SOP Oświatowiec Toruń. Przy podręczniku prof. Roszkowskiego książka Joanny Niszcz i Stanisława Zająca wygląda jak broszura. Ma zaledwie 176 stron, na których pomieszczono treści dotyczące podstaw życia społecznego (skumulowane głównie w pierwszym dziale) oraz powojennej historii świata, z naciskiem na dzieje Polski, które zostały doprowadzone aż do obecnych rządów Zjednoczonej Prawicy. Te rozległe ramy czasowe wynikają z faktu, że dla szkół branżowych przewidziano zaledwie jedną godzinę tygodniowo w cyklu kształcenia, a więc całość materiału skumulowano w klasie pierwszej. Nietrudno się domyślić, że próba zmieszczenia tak dużej ilości zagadnień na tak niewielu stronach owocuje ogromną powierzchownością. Ten „przyspieszony” kurs historii najnowszej pozwala zaledwie na zasygnalizowanie najważniejszych wydarzeń. Podobnie jest zresztą z elementami wiedzy o społeczeństwie. W tej książce brak miejsca na narracyjny oddech. Definicja goni definicję, a wydarzenie następuje po wydarzeniu tak szybko, że trudno wyłapać związki przyczynowo-skutkowe między nimi. Przy czym pomyliłby się ten, kto myślałby, że tak skrótowy przekaz nie zawiera elementów wartościujących. Przyjrzyjmy się chociażby fragmentowi: „Coraz powszechniejsze stają się wolne związki. Często są one »etapem próbnym« przed decyzją o zawarciu małżeństwa. Niekiedy zaś pozwalają – bez prawnych uwarunkowań i konsekwencji – podjąć decyzję o rozstaniu”. Czy to na pewno tylko suche fakty? A może jednak ich dobór i sposób podania również jest narzucaniem pewnej wizji świata?

Z pewnością podręcznik wydany przez SOP Oświatowiec Toruń nie jest książką dla kogoś, kto chce historię najnowszą i społeczne procesy dogłębnie zrozumieć (do tego akurat podręcznik prof. Roszkowskiego przyda się znacznie bardziej). Służy ona raczej pamięciowemu opanowaniu materiału, w czym pomóc mają liczne pogrubienia, wykresy, ramki czy mapy.

W poszukiwaniu złotego środka

Wydaje się natomiast, że złoty środek pomiędzy omówionymi wcześniej modelami podręcznika udało się znaleźć autorom trzeciej z proponowanych książek do nauki HiT-u, przygotowanej przez Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Jest to podręcznik o najbardziej przejrzystej strukturze: każdy rozdział poprzedzony został kalendarium, ważne informacje pogrubiono, zadbano o mapy, ramki z definicjami, tabelki i wykresy. Są też teksty źródłowe, a przede wszystkim starannie przygotowane podsumowanie każdego z tematów, ułatwiające utrwalenie materiału. W poruszaniu się po książce pomaga umieszczony na końcu indeks ważniejszych pojęć. Narracja poszczególnych rozdziałów nie jest tak rozbudowana jak w książce prof. Roszkowskiego, czasem wydaje się może nawet nazbyt skrótowa, ale powinna wystarczyć do zbudowania w głowie mapy najważniejszych procesów zachodzących w powojennej historii Polski i świata. Ramy czasowe obejmują tu lata 1945–1970, jednak we wprowadzeniu cofamy się też do wydarzeń wcześniejszych, związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, okresem międzywojennym czy II wojną światową. Również we wprowadzeniu znalazły się rozdziały omawiające podstawowe pojęcia z zakresu wiedzy o społeczeństwie, takie jak: obywatele, naród czy państwo.

Nieco podobną strukturę będzie miał podręcznik przygotowywany przez wydawnictwo Operon, do którego nauczyciel ma otrzymać pomoc w postaci prezentacji multimedialnych z gotowymi scenariuszami lekcji. Projekt graficzny tej książki również ułatwi uczniom przyswajanie najważniejszych wiadomości. Dodatkowo hasła na marginesach zwracają uwagę na obowiązkowe treści, które uczeń powinien zapamiętać z lekcji, a podsumowania są bardziej rozbudowane niż w podręczniku WSiP-u. Jednak fragmenty, które Operon udostępnił na swojej stronie internetowej, są napisane językiem mało przystępnym dla młodego człowieka i przeładowane nowymi dla niego pojęciami. Pod tym względem zarówno propozycja Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych, jak i podręcznik prof. Roszkowskiego prezentują się znacznie lepiej. Pierwszy z nich wydaje się dziś najbardziej praktycznym narzędziem do nauki nowego przedmiotu, choć uczniów pasjonujących się historią z pewnością bardziej zainteresuje ten drugi.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy