Nowy numer 39/2022 Archiwum

Katastrofa na Odrze. Czy to związki chemiczne, czy naturalne procesy zabijają rzekę?

Naukowcy ze Śląskiego Centrum Wody Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach wraz z badaczami Uniwersytetu Szczecińskiego przeprowadzili badania Odry. O szczegółach opowiada profesor Andrzej Woźnica.

Katarzyna Widera-Podsiadło: To nie pierwsza tego typu wyprawa, nie pierwsze badania naukowców, które mają określić stan wody w rzece, ale tym razem w szczególnym czasie. Można powiedzieć – w samą porę.

Prof. Andrzej Woźnica: Systematycznie od dwóch lat badamy rzeki polskie. W zeszłym roku płynęliśmy Wisłą w ramach akcji "Czysta Wisła - Why not?". Wspólnie z Fundacją Why not z Katowic postanowiliśmy spłynąć rzeką i dokonać generalnej analizy jakości wody na odcinku, wtedy od Goczałkowic do Gdańska. Teraz zrobiliśmy to samo na Odrze od Ostrawy do Szczecina. Dokonywaliśmy szybkich analiz fizykochemicznych jakości wody, pobieraliśmy próbki do analiz. Analizowaliśmy też szybkość przepływu oraz inne wskaźniki charakterystyczne dla tejże rzeki. Spływ miał miejsce w dniach od 15 do 24 lipca.

Już wcześniej pojawiały się sygnały w mediach społecznościowych, które pokazywały śnięte ryby.

Tego typu zdarzenia będą miały miejsce, ale one wymagają bardzo szybkiej reakcji i sprawdzenia, jakie są przyczyny. Część tych zjawisk może być zjawiskami naturalnymi, czyli naturalnie występujące przyduchy. Musimy pamiętać, że Odra i jej dopływy to rzeki, które znajdują się w obszarze silnie zurbanizowanym. Do tej rzeki wpadają liczne ścieki, czy to komunalne, czy też przemysłowe. Wówczas bardzo często dochodzi do tzw. przyduch, czyli takich sytuacji, kiedy w wodzie znajduje się zbyt mało tlenu. To jest dość symptomatyczne, bo jeżeli bada się wodę w ciągu dnia, ta zawartość tlenu zazwyczaj przekracza 100 procent. Właściwie woda jest tak silnie saturowana, że zawartość tlenu jest powyżej 100 procent, nawet czasami dochodzi do 200 procent, czyli dwa razy więcej niż normalnie byłoby rozpuszczonego tlenu. Natomiast w nocy, ze względu na fizjologię żyjących w nim organizmów, ta sytuacja się odwraca. W dzień fotosyntetyzują, produkują tlen, w nocy oddychają, wykorzystując wyprodukowany w dzień tlen. Wówczas dochodzi do przyduchy czyli sytuacji takiej, kiedy w wodzie znajduje się bardzo mało tlenu i w pewnym momencie tego tlenu jest na tyle mało, że zaczynają umierać organizmy żywe. Na początku są to ryby, które potrzebują tlenu z wody, później te organizmy, które w jakiś sposób przystosowują się do warunków przyduchy, tj. np. małże, czy ślimaki.

Czy znamy już wyniki z tej ekspedycji.

Jeszcze nie ma wyników. Aby cokolwiek powiedzieć, musi być ich komplet. To nie jest tak, że każdy wynik wskazuje na to, kto zatruł, czy zawinił. Ja w ogóle byłbym daleki od poszukiwania tego, kto zawinił. Myślę, że najważniejsze jest to, by wyjaśnić, co było przyczyną tego zjawiska. Wówczas będzie można myśleć o tym, jak przeciwdziałać skutkom, a karanie winnych to ostatni etap, o którym należałoby myśleć. Najważniejsze to to, by przywrócić dobrą jakość wody i ekosystemu na Odrze.

Ale nie jest tak, że uczestnicy wyprawy nie próbowali snuć domysłów.

My jesteśmy w kropce, bo jest dużo doniesień medialnych, które są sprzeczne. My jesteśmy naukowcami i musimy swoje hipotezy oprzeć na twardych dowodach. Tymi dowodami są wyniki, nasze są tuż sprzed katastrofy. Wiemy, jak wyglądała wówczas woda. Teraz przed nami kolejna wyprawa na Odrę, by porównać i dociec, co się wówczas stało. Dopiero porównanie tych wyników być może pozwoli określić przyczyny.

Hipoteza związana z rtęcią padła już całkowicie.

Może się zdarzyć, że znajdziemy lokalnie wyższe zawartości rtęci lub inne substancje chemiczne. Tutaj jednak trzeba zwrócić uwagę na skalę tego zjawiska. Jeśli problem dotyczy całej Odry, to odpowiedzi są znacznie trudniejsze. Gdyby to była lokalnie występująca sytuacja, to wówczas na małym obszarze moglibyśmy łatwiej znaleźć przyczynę, ale ponieważ cała Odra jest skażona, więc musimy wysunąć taką hipotezę, i ją zweryfikować, która pozwoli przyjąć, że to była faktyczna przyczyna tego zjawiska. Do tego potrzebne są wyniki, twarde dowody naukowe i to zarówno te sprzed katastrofy, jak również te, które zbierzemy po zatruciu Odry. We wrześniu chcemy wypłynąć na Odrę, by powtórzyć to, co zrobiliśmy podczas pierwszej wyprawy, ale też poszerzając skalę swoich badań. Te akcje w przyszłości powinny być powtarzane, by przekonać się, czy te ekosystemy się odradzają, odnawiają w takim kierunku w jakim powinny.

Czy katastrofa ekologiczna na Odrze odciśnie piętno na długo? Jak będzie przebiegała odbudowa tego ekosystemu?

Nie mogę na to pytanie odpowiedzieć jednoznacznie, bo nie wiem, co było przyczyną tego zjawiska. Dopiero po otrzymaniu wyników możemy pokusić się o taką diagnozę. Trzeba pamiętać, że jesteśmy w czasie bardzo dużej niżówki na Odrze. Kiedy my płynęliśmy Odrą, najniższa głębokość na odcinku tzw. Odry swobodnie płynącej  wynosiła 8 cm. Tak niski stan wody sprzyja pewnym zjawiskom, takim jakie się zdarzyły. Dlatego też należy brać pod uwagę, że to nie żadna trucizna, czy atak terrorystyczny, tylko, że to co występowało w osadach Odry też mogło to spowodować. Ale to tylko hipoteza.

Czy rzeki należy się bać? Jak zachować rozsądek? Czy każda śnięta ryba to powód do paniki?

Należy zachować ostrożność, ponieważ na razie nie znamy przyczyn. Natomiast jeśli znajdziemy martwe ryby, to oznacza, że coś się dzieje i trzeba to zgłaszać. Wydaje się, że tu wyraźnie widać, że zawiodły procedury i nie mówię o procedurach w Polsce, ale też w Niemczech, gdzie wyraźnie takich procedur nie ma. Tego typu zjawiska powinny zapalać czerwoną lampkę i uruchamiać cały cykl działań, które pozwoliłyby na zweryfikowanie tego, jaka jest przyczyna zaistniałej sytuacji. Oczywiście powinny być przygotowane scenariusze, zgodnie z którymi natychmiast należałoby wprowadzić systemy naprawcze. Tego zabrakło i wydaje mi się, że tego nie ma w całej Europie. Natomiast ponieważ teraz sprawa dotyczy nas i Niemców, to powinniśmy wspólnie podjąć właściwe działania.

Czytaj też: 30 tysięcy kilometrów... Jak ptaki czytają mapę Ziemi?

Bałtyk jest zagrożony?

Jestem teraz nad Bałtykiem, do którego dotarła silna zimna fala... Myślę, że wszystko zależy od wyników badań i tego, z czym mamy do czynienia. Sądzę, że stare powiedzenie jest aktualne: "Wszystko jest trucizną, nic nie jest trucizną, tylko dawka czyni truciznę". Czyli rozcieńczenie tych substancji, jeśli są toksyczne, spowoduje, że przestaną takie być. Jeżeli byłoby to spowodowane rozrostem sinic i glonów, to zimna woda spowodowałaby, że to działanie będzie osłabione, bo spowoduje zahamowanie wzrostu i rozcieńczenie toksyn sinicowych. Pamiętajmy jednak, że do momentu, dopóki nie wiemy, co spowodowało tę sytuację na Odrze, nie będziemy umieli powiedzieć, co się wydarzy w Bałtyku.


Posłuchaj całej Rozmowy Poranka, emitowanej w Radiu eM:

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy