Nowy numer 38/2022 Archiwum

Najpierw wiwatowali zdobycie pojazdu, później wybuch transportera-pułapki zabił kilkaset osób

To było jedno z najbardziej makabrycznych wydarzeń Powstania Warszawskiego.

13 sierpnia od 1992 r. jest obchodzony w Warszawie jako Dzień Pamięci Starówki. Pod tą dość ogólną nazwą kryje się upamiętnienie jednego z najbardziej makabrycznych wydarzeń Powstania Warszawskiego. 

Właśnie 13 sierpnia 1944 roku w godzinach porannych Niemcy ostrzeliwali z placu Zamkowego polską barykadę w rejonie Podwala i ul. Świętojańskiej. Wkrótce po ostrzale na barykadę ruszył niewielki pojazd opancerzony. Powstańcy obrzucili go płonącymi butelkami, a maszyna utknęła na barykadzie. Kierowca uciekł, powstańcy ugasili płomienie piaskiem. W czasie oględzin pojazdu okazało się, że polscy żołnierze nie widzieli jeszcze takiej maszyny. Zaskoczeniem był fakt, że w transporterze nie było uzbrojenia, a tylko radio. Dowódcy polskiego bataliony, podejrzewając, że może to być pułapka (natychmiast po utracie pojazdu Niemcy wstrzymali ogień), nakazali swoim podkomendnym zachowanie ostrożności i trzymanie się na dystans od maszyny. Oddziałowy pirotechnik miał zbadać zdobycz po zapadnięciu zmroku.

Niestety zanim nastała noc, około godziny 17, powstańcy z innego oddziału, powołując się na fałszywe polecenie dowództwa obrony Starego Miasta, przejęli pojazd i wjechali nim w ciasne uliczki starówki z okrzykami "Czołg zdobyty!". To ściągnęło w pobliże maszyny tłum gapiów.

Setki cywilów zebrało się, byświętować zdobycie niemieckiego transportera opancerzonego. Gdy wśród wiwatów powstańcy przejeżdżali przez ulicę Kilińskiego, w pochodzie za maszyną szedł prawdziwy tłum: Mężczyźni, kobiety, młodzi, starsi, dzieci. Była godzina 18:07, gdy nagle zdobyczny pojazd eksplodował. 

Wybuch pół tony ładunków wybuchowych, w jakie wyposażone były tego typu maszyny (wykorzystywane jako samobieżne stawiacze min do niszczenia umocnień) był tak duży, że na okoliczne ulice i domy spadł deszcz krwi i ludzkich szczątków. W wybuchu zginęło według różnych szacunków od 300 do 500 osób, w większości cywilnej ludności miasta. Wielokrotnie więcej odniosło koszmarne obrażenia, niejednokrotnie tracąc kończyny. Świadkowie wspominali, iż szczątki rozerwanych na strzępy ofiar zwisały z rynien, gzymsów i rozbitych okien.

Nie jest do dziś jasne czy Niemcy celowo porzucili pojazd i pozwolili wprowadzić go w wąskie uliczki Starego Miasta czy eksplozja była dziełem przypadku. Bez wątpienia było to jednak jedno z najbardziej makabrycznych i przygnębiających wydarzeń Powstania '44. 

 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama