Archie był nieprzytomny od 7 kwietnia. Rodzice nie chcieli dopuścić do odłączenia syna od aparatury podtrzymującej życie, bo uważali, że chłopiec – tu cytat matki – „walczył do samego końca”. Nie mogę sobie wyobrazić dramatu najbliższych, ale wiem, co dzisiaj o takich przypadkach mówi medycyna. Dla Archiego nie było ratunku, a utrzymywanie go w stanie, w którym się znalazł, było bezzasadne. Mózg chłopca (pień mózgu) był bezpowrotnie zniszczony, a tego typu uszkodzeń nie da się naprawić. Z tego typu uszkodzeniami nie da się też żyć. Chyba że za życie uznamy podtrzymywanie przez szereg urządzeń podstawowych funkcji organizmu, jak oddychanie, karmienie czy wydalanie. Choć oficjalnie Archie Battersbee zmarł w ostatnią sobotę, jego życie zakończyło się na początku kwietnia, kiedy chłopak postanowił wziąć udział w wyzwaniu polegającym na odcięciu dopływu krwi do mózgu.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








