Nowy numer 32/2022 Archiwum

Świętość dziewuch

Albo uznajesz prawo naturalne, albo wynaturzenie prawa.

Trudno nie zgodzić się z takim stwierdzeniem: „W idei praw człowieka istnieją wartości tak podstawowe, że uznajemy je za nietykalne. Są ponadreligijne, ponadnarodowe i niezbywalne”. W istocie mowa tu o prawie naturalnym, czyli o zasadach tak pierwotnych i tak głęboko osadzonych w sumieniu, że niepodlegających dyskusji. Ich sednem jest założenie, że ludzi nie wolno krzywdzić.

Właśnie na podstawie prawa naturalnego po II wojnie światowej sądzono w Norymberdze niemieckich zbrodniarzy. Nie skazano ich ani na podstawie prawa III Rzeszy (wtedy trzeba by ich uniewinnić), ani na podstawie prawa któregoś z państw zwycięskich. Podstawą osądzenia sprawców zła była ogólnoludzka zasada, że ludzi się nie krzywdzi.

A jednak nawet prawo naturalne można postawić na głowie. Tak właśnie zrobiły autorki cytowanego na początku tekstu, feministki z Fundacji Dziewuchy Dziewuchom. Oto dalszy ciąg ich deklaracji: „Tak wygląda nasze laickie rozumienie »świętości«. Aborcja jest święta, bo jak wszyscy święci czyni cuda – ma moc przywracania sensu, utrzymywania zdrowia i zachowywania życia. To coś, co bezpiecznie uwalnia Cię od stanu, w którym cierpisz, i rozwiązuje problem, przynosząc ulgę. Masz święte prawo z niej korzystać – tak wcześnie, jak to możliwe, tak późno, jak to konieczne, i tak często, jak potrzebujesz. Amen”.

Jak widać, środowiska pro death w Polsce dostają kociokwiku w obliczu faktu, że prawo stanowione naszego kraju obecnie niemal w całości odpowiada prawu naturalnemu. Rzecznicy aborcji wiedzą, że czas działa na ich niekorzyść. Im dłużej bowiem w Polsce będzie trwała obecna ochrona nienarodzonych dzieci, tym lepiej społeczeństwo będzie widziało, że nie nastąpiła żadna katastrofa. Nic dziwnego, że się dziewuchy chwyciły tworzenia swojej religii. I tak dowiadujemy się, że aborcja jest „święta”.

Cóż, jaka religia, taka świętość, że sparafrazuję klasyka. No i są też odpowiednie do niej cuda. Szkoda, że autorki nie poszły dalej i nie napisały, jakiego rodzaju zbawienie oferują swoim świętym. No bo jeśli ktoś chce skutecznie konkurować z Ewangelią, to musi wykombinować coś lepszego niż wieczne szczęście. Tymczasem dziewuchy nie mają nawet doczesnego szczęścia, tylko jakieś „rozwiązanie problemu”, które podobno „przynosi ulgę”.

Wiecie co, do bani ta wasza religia. Osobiście znam panie, które skorzystały z waszego „rozwiązania” i przez lata nie mogły się pozbierać. I tak by zostało, gdyby nie miłosierdzie Boże, do którego się uciekły. Uzyskały przebaczenie i są gorąco pro life. Doczesne i wieczne life. Amen. •


KRÓTKO:

Różnice gestu

Papież Franciszek podczas pokutnej pielgrzymki w Kanadzie włożył na głowę pióropusz wodza, który otrzymał od Indian jako wyraz podziękowania. Dla rdzennej ludności Kanady podarowanie pióropusza, oznaki wodzowskiej, to wyświadczenie gościowi dużego honoru. Dla naszych rodzimych krytyków wkładanie go na głowę przez papieża to błazenada i szarganie godności urzędu papieskiego. Może krytycy myślą tak dlatego, że sami biegali kiedyś w pióropuszach, więc kojarzy im się to wyłącznie z zabawą. A może zazdroszczą, bo takiego ładnego pióropusza to oni nigdy nie mieli. Nawet Jan Paweł II nie miał takiego, choć owszem, on także włożył kiedyś pióropusz na głowę. No ale to było co innego, bo to był Jan Paweł II. Poza tym on ten pióropusz włożył tylko na chwilę i na pewno miał do tego gestu głęboki dystans.•

Test na ludziach

Meksykański rząd zapowiedział wydanie nowego dokumentu tożsamości, który będzie uwzględniał możliwość zadeklarowania „trzeciej płci” – obok męskiej i żeńskiej. Tamtejsze Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało z dumą, że Meksyk wydaje swój pierwszy taki oficjalny dokument, a można go będzie uzyskać także w niektórych meksykańskich placówkach zagranicznych. Może kogoś zdziwi, dlaczego państwo wdraża „na żywca” projekt całkowicie ideologiczny, nawet go nie testując. Niech więc zważy, że testy na zwierzętach są niemile widziane, a ludzi jest przecież dużo. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się