Nowy numer 44/2020 Archiwum

Ropa w morzu

USA. 800 tys. litrów ropy na dobę wycieka do Zatoki Meksykańskiej. Tę katastrofę ekologiczną wywołała 20 kwietnia eksplozja i zatonięcie platformy wiertniczej koncernu BP.

W wybuchu zginęło 11 pracowników. Otwarty szyb, który tłoczy rzekę ropy w czyste dotąd wody Zatoki Meksykańskiej, znajduje się kilometr pod powierzchnią morza. Teoretycznie szyb powinien automatycznie zamknąć się w momencie awarii, ale z niewiadomych przyczyn się nie zamknął.

Konsekwencje mogą być poważne nie tylko dla przyrody, ale też dla gospodarki USA i Meksyku. Najwięcej do stracenia mają rybacy i branża turystyczna. Wkrótce słynne z amerykańskich filmów słoneczne plaże Florydy mogą zostać zalane lepką mazią. Najbardziej zagrożony jest amerykański stan Luizjana, u którego wybrzeży zatonęła platforma.

W historii dochodziło już do większych wycieków ropy: np. w 1989 r. u wybrzeży Alaski zatonął tankowiec Exxon Valdez, z którego wyciekły 42 mln litrów ropy. Plama ropy w Zatoce Meksykańskiej na razie jest mniejsza, ale codziennie się powiększa. W chwili zamknięcia tego numeru „Gościa” w Port Fourchon w Luizjanie trwała budowa specjalnej, ważącej 74 tony stalowo-betonowej konstrukcji.

Koncern BP zamierzał zawieźć ją na miejsce katastrofy i nakryć nią szyb. Do konstrukcji ma być podłączony rurociąg, który przepompuje ropę bezpośrednio na tankowce. Koncern BP utrzymywał, że potrzebuje na to około tygodnia. Według ekspertów rządu USA mogą minąć jednak nawet 3 miesiące, zanim wyciek zostanie całkowicie powstrzymany.

« 1 »
DO POBRANIA: |
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama