Nowy numer 43/2020 Archiwum

Gry gazowe

W sporze Rosji z Ukrainą o ceny gazu ziemnego ważniejsza jest polityka aniżeli gospodarka.

Zgodnie z nową tradycją, wraz z nadejściem Nowego Roku Rosja zakręciła swym sąsiadom kurki z gazem ziemnym. Problemy zaczęły się, gdy rosyjski koncern Gazprom pod koniec 2008 r. jednostronnie zerwał kontrakt, na mocy którego Ukraina dotychczas płaciła 179,5 USD za 1 tys. metrów sześciennych gazu ziemnego. Formalną przyczyną było niespłacenie przez Ukrainę starych długów, ok. 2 mld dolarów, choć strona ukraińska twierdzi, że wszystko dawno spłaciła.

Nowe ceny i stare spory
Gazprom zaproponował stronie ukraińskiej nową cenę, po 250 USD, przy jednoczesnym utrzymaniu dotychczasowej stawki za tranzyt tego surowca przez terytorium ukraińskie. Ukraińcy początkowo wyrażali zgodę na podwyżkę do 201 USD, ale ostatecznie skłonni byliby zaakceptować także kwotę 235 USD za 1 tys. metrów sześciennych, ale pod warunkiem jednoczesnego podniesienia stawek tranzytowych. Ukraina jest nie tylko odbiorcą gazu, ale także ważnym krajem tranzytowym dla tego surowca. Pobierane z tego tytułu opłaty są ważnym elementem całego pakietu rosyjsko-ukraińskich ustaleń energetycznych i są niższe od tych, jakie obowiązują w Europie. W odpowiedzi Gazprom zerwał negocjacje i zapowiedział, że będzie w tym roku sprzedawać Ukrainie gaz po 418 USD, czyli po cenach europejskich.

Skomplikowane zależności
Gazowe perturbacje zwykle nasilają się, gdy partner Rosji prowadzi politykę, która z jakiegoś powodu nie jest dla Kremla wygodna. Niewątpliwie bowiem częścią pakietu gazowego między Rosją a Białorusią i Ukrainą była niepisana umowa, że w zamian za niskie ceny gazu Moskwa otrzymywała tam polityczne i gospodarcze koncesje. Ukraina od kilku miesięcy pogrążona jest w kryzysie politycznym, niedługo być może odbędą się tam przedterminowe wybory. Rozkręcając gazowy konflikt, Moskwa wskazuje Ukraińcom na środowiska polityczne, z którymi zawsze udawało się jej osiągnąć kompromis przy negocjacjach o cenach za gaz. Przy okazji konfliktu po raz kolejny ujawniła się słabość ukraińskiego państwa.

Kolejni przywódcy Ukrainy przez szereg lat nie zrobili nic, aby zmienić jednostronną zależność gospodarczą. Przemysł ciężki Ukrainy w całości zależny jest od rosyjskich dostaw surowców energetycznych. Nikt go nie modernizuje, dlatego pochłania ogromne ilości surowców i bez dostaw z Rosji po prostu padnie. Kryzys gazowy jakoś zostanie rozwiązany, obie strony ustalą cenę, ale Ukraina będzie po nim jeszcze słabsza. Natomiast Rosjanie będą tym gorliwiej przekonywać Europę o konieczności wybudowania gazociągu na dnie Bałtyku, aby wreszcie ominąć kraje tranzytowe i zdać Białoruś i Ukrainę, a także – choć w mniejszym stopniu – Polskę, na gazowy dyktat Kremla.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama