Nowy numer 32/2022 Archiwum

Bezcenne krople

Podobno to dobrze, gdy na początku artykułu pojawi się słowo „krew”. Tak twierdzą spece od sprzedaży prasy. W tym tekście będzie sporo krwi. Bezcennych życiodajnych kropel.

Wielu widzów „Pasji” Mela Gibsona zapamiętało scenę, gdy Maryja po okrutnym biczowaniu Syna (tę scenę uznano za najbardziej drastyczną) wyciera z posadzki Jego krew. Jakby chciała zachować każdą jej kroplę. Kto jak kto, ale najpiękniejsza z córek Izraela doskonale wiedziała, dlaczego Jan Chrzciciel zawołał, widząc nad Jordanem Jej Syna: „To jest Baranek Boży”. Wiedziała, że nad rzekę przyszedł Ten, którego krew będzie wystarczającym argumentem, by otworzyć nam niebo. Nikt nie znał tak dobrze Nowego Mojżesza, który wyprowadzi świat z duchowego Egiptu.

Gdy kwitną lipy

Maj należy do Maryi, w czerwcu czcimy Najświętsze Serce Jezusa, a w lipcu od wieków dziękujemy za każdą kroplę Jego krwi. To wówczas Kościół czci Najdroższą Krew Chrystusa. 21 lat temu Jan Paweł II przypomniał: „To miesiąc, który zgodnie z ludową tradycją poświęcony jest kontemplacji Najświętszej Krwi Chrystusa, niezgłębionej tajemnicy miłości i miłosierdzia. Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, by wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci. Jedna kropla tej Krwi może wybawić cały świat od wszelkiej winy”.

Zacznę od osobistej wycieczki. Uspokajam: nie będzie żadnego taniego ekshibicjonizmu ani przypinania sobie łatki męczennika. Osiem lat temu, 7 sierpnia o 22.48, napisałem na Facebooku: „Jestem zdolny. Do wszystkiego”. Nie była to tania kokieteria czy żonglerka słowami. Utknąłem po uszy w wielowymiarowym kryzysie. Z perspektywy czasu widzę, że był to błogosławiony czas, w którym Bóg pokazywał mi jak na dłoni, że żyję jak najemnik, a nie jak syn, a mottem mojego życia jest „zasługiwanie na”. Nic dziwnego, że wydarzeniem na miarę przewrotu kopernikańskiego było doświadczenie tego, że choć nie mam żadnych argumentów, by zaimponować Najwyższemu, a lista moich dobrych uczynków i „roboczogodzin modlitwy” radykalnie się kurczy… jestem zbawiony krwią Chrystusa. Teoretycznie o tym wiedziałem (ba, wierzyłem w to!), ale wówczas dotarło to do mnie z całą jaskrawością. Słowa z krzyża „Wykonało się”, czyli dosłownie „Zapłaciłem”, naprawdę uratowały mi życie.

Przerwana rozprawa

Ksiądz profesor Mariusz Rosik pisze: „W starożytnych greckich miastach »parakletem« nazywano osobę najczęściej w podeszłym wieku, która cieszyła się nieposzlakowaną opinią. Był to zazwyczaj mężczyzna, którego otaczano ogromnym szacunkiem ze względu na prawość charakteru. Człowiek prawdomówny, szlachetny i sprawiedliwy. Gdy toczyła się rozprawa sądowa, wystarczyło, by »paraklet« stanął obok oskarżonego i położył rękę na jego ramieniu, a natychmiast przerywano posiedzenie. To właśnie czyni Duch Święty. Staje obok każdego z nas, zaświadczając: Krew Jezusa przelana na krzyżu obmyła go z każdego grzechu. Przerywamy sąd”. To było moje doświadczenie.

Ulf Ekman, który w zsekularyzowanej Szwecji przez 31 lat prowadził dynamiczny megakościół (dał początek wspólnotom skupiającym ponad 250 tysięcy wiernych w Skandynawii i na Wschodzie), 9 marca 2014 roku ogłosił, że wraz z żoną dokonali konwersji na katolicyzm. Przez lata studiowali temat biblijnego znaczenia krwi Pańskiej. „Widzimy, jak płynie ona z każdej części Jego poranionego ciała, od krwawiącej z powodu korony cierniowej głowy, aż do stóp przybitych do krzyża” – pisze. „Widzimy, jak krew spływa z krzyża na ziemię, by ona również otrzymała dar odkupienia. We krwi znajduje się życie. Kiedy wypływa ona z ciała Jezusa, z którego uchodzi życie, wpływa ona do naszego wnętrza, przynosząc nam życie wieczne. Przyjmując ten dar, dzięki Jego śmierci otrzymujemy Jego życie”.

Duchowe trzęsienie ziemi

„Krwi Chrystusa, przelana na krzyżu, wybaw nas. Krwi Chrystusa, zapłato naszego zbawienia, wybaw nas. Krwi Chrystusa, bez której nie ma przebaczenia, wybaw nas” – szepcze tłum wiernych. Tekst Litanii do Najdroższej Krwi Chrystusa zatwierdził 24 stycznia 1960 roku papież Jan XXIII. Co więcej, Jej kult zrównał z kultem Najświętszego Imienia i Najświętszego Serca Jezusa. „To nabożeństwo zostało mi wpojone już w życiu rodzinnym, od wczesnych lat dzieciństwa. Pozostaje mi w pamięci żywe wspomnienie moich sędziwych rodziców, recytujących w dniach miesiąca lipca modlitwę do Najdroższej Krwi” – wspomniał.

Co ciekawe, jego wstąpienie na tron Piotrowy miał proroczo przewidzieć wiele lat wcześniej św. Kasper del Bufalo (1786–1837). Ten rzymianin był tak wielkim czcicielem świętych kropel krwi Mesjasza, że wprowadził w wielu świątyniach Wiecznego Miasta specjalne nabożeństwo. Trwało przez cały rok, bo poszczególnym kościołom Kasper przypisywał kolejne miesiące roku. Sam założył rodzinę zakonną pod wezwaniem Najdroższej Krwi Pana Jezusa.

Sutannę otrzymał jako dwunastolatek. Najbliżsi wspominali, że jego największą pasją było głoszenie Słowa. Już jako dziecko bawił się w wygłaszanie kolegom homilii, a jako młodzieniec (choć z natury niezwykle nieśmiały) doszedł do takiej krasomówczej wprawy, że ciągnęły do niego tłumy rzymian. Jego kazania były tak poruszające, że Włosi nazwali go… „duchowym trzęsieniem ziemi”.

Żył w czasach ogromnych historycznych roszad, a ponieważ podczas okupacji francuskiej nie przysiągł wierności Napoleonowi, skazano go na wygnanie. Papież Pius VII powierzył mu prowadzenie misji ludowych. „Błagam ciągle Boga o łaskę, bym zawsze mógł prowadzić misje i umarł w tej świętej służbie” – pisał. Jan XXIII nazwał go „największym na świecie apostołem nabożeństwa do Najdroższej Krwi”.

Krew Baranka

By zrozumieć fenomen tego nabożeństwa, musimy wyruszyć z Wiecznego Miasta do kraju piramid. Jak czytamy w Księdze Wyjścia, faraon był uparty, więc Bóg reagował na jego krnąbrność szeregiem plag. Dwunasty rozdział opowiada historię ostatniej, najtragiczniejszej plagi, która odebrała życie wszystkim pierworodnym płci męskiej. Ocaleli jedynie ci, którzy zabili jednorocznego baranka, a jego krwią pomazali odrzwia i nadproża domów. Anioł Niszczyciel omijał jedynie rodziny izraelskie. Stąd nazwa święta, bo pesach oznacza ominięcie. To nie zamierzchła historia. Do dziś Żydzi mówią o sobie jako o uczestnikach Wyjścia, a syn pytający ojca o powód świętowania słyszy: „Dzieje się tak ze względu na to, co uczynił Pan dla mnie w czasie wyjścia z Egiptu”. Dla mnie!

Skoro krew jednorocznego baranka skutecznie zatrzymywała Anioła Niszczyciela, to jak potężną moc ma krew Bożego Syna! „Mamy, bracia, pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez krew Jezusa” (Hbr 10,19) – przypomina autor Listu do Hebrajczyków. Zachwyca mnie to słowo: pewność.

„Wieko przykrywające Arkę Przymierza (gr. hilasterion) w Dniu Przebłagania skrapiano krwią młodego cielca przeznaczonego na ofiarę przebłagalną” – wyjaśnia Benedykt XVI. „Zasadnicza myśl tego była następująca: krew ofiary wchłania w siebie wszystkie ludzkie grzechy, dotyka samego Bóstwa i zostaje przez to oczyszczona, a w następstwie tego kontaktu czystość odzyskują również reprezentowani przez tę krew ludzie. Co ciekawe, termin hilasterion święty Paweł odnosi do… Jezusa. To Jego uważa za wieko zamykające Arkę Przymierza i tym samym za miejsce obecności żywego Boga! Znaczy to, że cała starotestamentalna teologia kultu została »zniesiona«, a jednocześnie wyniesiona na całkowicie nowe wyżyny. W swej złożonej na krzyżu ofierze Jezus włącza niejako w miłość Bożą cały grzech świata i w niej gładzi go. Krew zwierząt nie mogła ani »dokonać ekspiacji«, ani pojednać Boga i ludzi. Mogła być tylko znakiem nadziei i czekania na rzeczywiście zbawiające, większe posłuszeństwo. Jezus daje Nowe Przymierze w swojej Krwi”.

Transfuzja

„Będę was kochał, nawet jeśli będziecie chcieli mnie zabić” – mawiał do więziennych strażników kard. François Xavier Nguyễn Văn Thuận, który przesiedział bez procesu 13 lat, w tym aż 9 lat w odosobnieniu. Chory na serce, cierpiący na raka hierarcha wysyłał zza krat krótkie komunikaty, które pocieszały osieroconych diecezjan. Wietnamczyk miał za kratami realne doświadczenie tego, że Eucharystia ratowała jego życie. „Jak wówczas, kiedy zraniony powracasz do zdrowia dzięki transfuzji krwi darowanej przez twoich rodziców, tak też jest z twoim życiem i życiem Kościoła: nie możesz odnowić swojego życia, jeśli nie uznasz, że krew Pana musi popłynąć w twoich żyłach i zastąpić starą krew, by dać ci nowe życie” – notował w więzieniu.

„»Musicie się narodzić z wody i z Ducha Świętego«, powiedział Jezus do Nikodema” – podsumowuje teolog Johannes Hartl z Domu Modlitwy w Augsburgu. „Gdy serce Jezusa zostaje przebite włócznią, z Jego boku wytryskuje krew i woda. Woda i krew obecne są także przy każdym porodzie. Z boku nowego Adama, który zasnął na krzyżu, powstaje coś nowego. Nowe stworzenie: Kościół. Jego towarzyszka, oblubienica. Oblubienica, za którą Boski Oblubieniec zapłacił cenę miłości. Cenę krwi, którą nas odkupił”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się