Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Velmi moderne sestry

W naszym smutnym świecie to najprostsza droga ewangelizacji - radość ludzi wierzących. A im kto bliżej Boga - tym więcej powinno być w nim radości

Nie ma w naszym dekanacie ani jednego żeńskiego klasztoru. Gdyby nie benedyktyni, powiedziałbym, że smutny dekanat. Dlatego gdzie spotykam zakonnice, pozdrawiam je, a lubię i zagadać. Otóż byliśmy na pielgrzymce w Bardzie Śląskim, o czym już wspominałem. Na leśnym rozdrożu, gdzie odpoczywaliśmy, schodzą z góry trzy zakonnice. Pochwalony Jezus Chrystus! – zawołałem. Ich „Na wieki...” było z takim charakterystycznym, przesuniętym na początek akcentem. Okazało się, że Słowaczki. W pobliskim klasztorze są na tak zwanej probacji z polskimi siostrami.

Faktycznie – niedaleko jest pięknie położony klasztor urszulanek. Tyle że słowackie habity nieco inne. Siostry pełne radości, żartują, mówią skąd są. Właściwie nie trzeba więcej – widok roześmianych, promieniejących radością trzech młodych zakonnic mówi więcej o ich wierze niż całe kazanie. „Za kilka dni kończymy rekolekcje, a potem jedziemy do Rzymu”. No, no – mówię – to wy nic tylko jeździcie, nowoczesne zakonnice! „A tak, my jesteśmy moderne sestry, velmi moderne sestry” – odbija piłeczkę jedna z nich. Velmi moderne sestry... powtarzam jak echo. Bardzo nowoczesne siostry... Bo tyle w was radości! Jasne! W naszym smutnym świecie to najprostsza droga ewangelizacji – radość ludzi wierzących. A im kto bliżej Boga – tym więcej powinno być w nim radości.

Roześmiane przytakują, a potem całkiem już poważnie jedna z nich mówi: „Tak, nie ma Ewangelii bez radości”. Wyjmuję telefon, żeby zapisać słowa „velmi moderne sestry”, znowu dużo śmiechu. „Velmi moderny ksjonc” (co miało po polsku znaczyć: ksiądz). I tu moje pytanie (do samego siebie): nowoczesny, bo notuje w telefonie, czy nowoczesny, bo wesoły? Dylemat mam do dziś. Bo ani ta moja informatyczna nowoczesność nie jest „naj”, a i ta radosna nowoczesność bywa nieraz przyćmiona.

Łatwo się prawi piękne hasełka o ewangelizacji przez radość, trudniej być im wiernym na co dzień. Pocieszam się, że nie tylko ja mam ten problem. Ale jeśli Kościół – jako ogół wierzących i jako jego szczególnie widoczni przedstawiciele – nie nabierze w serce radości, a jego oblicze nie zacznie promienieć weselem, to świat będzie się od nas odwracał coraz bardziej zdecydowanie. Tylko żebyśmy nie pomieniali ról z cyrkowym arlekinem, co to na arenie jest wcieleniem śmiechu, a w sercu nosi przeraźliwy smutek.

« 1 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji