Nowy numer 44/2020 Archiwum

Drugi miesiąc bez polityki

Wybory są ważne o tyle, o ile poświęcają im uwagę media, a zwłaszcza telewizja

Co słychać u schyłku maja w Polsce? Poprawna odpowiedź powinna brzmieć: surmy bojowe, bo przecież wybory za pasem. Ale w telewizorach słychać raczej raporty o stanie powodziowym. Przypomina się (mnie się przypomina) pamiętny rok 2001, kiedy to tuż przed wyborami wszystkie stacje zajmowały się atakiem na Nowy Jork i już w ogóle nie miały czasu na nic innego. Nic dziwnego, że kampania wyborcza zamarła i efekt był taki, że ani AWS, ani Unia Wolności nie zmieściły się tamtego roku w Sejmie. Teraz możemy mieć podobny efekt. Już dawno zauważono, że wybory są ważne o tyle, o ile poświęcają im uwagę media, a zwłaszcza telewizja. Radio już tak bardzo się nie liczy, a już radio regionalne w wyborach prezydenckich – w ogóle. Niedawno słyszałem, że z oferty publicznego radia w Katowicach, przedstawiającej możliwości nagrania programu wszystkim kandydatom, nie skorzystał żaden. Tak, dobrze Państwo czytają: żaden.

Po prostu zero zainteresowania. Na wszelki wypadek redaktor naczelny pilnuje jednak parytetów,
czyli mierzy ze stoperem w ręku czas poświęcony na omówienie poszczególnych kandydatów.
Tymczasem kandydaci, zamiast siedzieć przed mikrofonami albo i kamerami, przechadzają się wśród zatopionych łąk, podtopionych łanów rzepaku, zalanych dróg i lustrują zapory, czy wytrzymają napór fali kulminacyjnej. Wysłuchują skarg ludu i z zatroskaniem pochylają się nad jego problemami. Właśnie widzę, jak dwa największe w naszym kraju programy informacyjne na żywo transmitują wizytę premiera i marszałka we Włocławku. Coś mi to przypomina… ale nie, to chyba byłoby nadużycie twierdzić, że polscy politycy wzory czerpią ze wschodu. Chociaż powszechne wezwania do przyjaźni i pojednania dają do myślenia.

Główny kontrkandydat prowadzi "dziwną kampanię", coś jakby drôle de guerre. Przypomina to taktykę Jagiełły przed bitwą pod Grunwaldem, który unikaniem boju tak zmęczył Krzyżaków, że ci ofiarowali mu dwa nagie miecze. Nie wiem, czy pan marszałek coś ofiaruje panu prezesowi, nie wiem nawet, czy taktyka ta doprowadzi do zwycięstwa. Myślę jednak, że ewentualne zwycięstwo Jarosława Kaczyńskiego bardzo byłoby na rękę Platformie. W ten sposób "wykopaliby" konkurenta w górę i pozbyli się go z parlamentu, gdzie jest naprawdę groźny jako przywódca opozycji. W dodatku uniknęliby oskarżeń o totalitaryzm; przecież prezydent pochodziłby z innego obozu. Pamiętać należy, że Donald Tusk wycofał się z wyścigu do pałacu, ponieważ ma nadzieję na umniejszenie prezydenckich prerogatyw. Reszta kandydatów jest milczeniem. I bardzo dobrze.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także