Nowy numer 33/2022 Archiwum

Blokada domniemana

17 czerwca weszły w życie nowe sankcje unijne, które uderzyły zwłaszcza w obwód kaliningradzki. Rosja próbuje przedstawić te zabiegi jako jednostronne działania Litwy i grozi jej odwetem.

Bezczelny wybryk Wilna, naruszenie wszelkich możliwych zasad, bezpośrednia agresja przeciwko Rosji – wypowiedzi rosyjskich polityków pokazują, że skutkujący wprowadzeniem nowego pakietu sankcji zakaz tranzytu do obwodu kaliningradzkiego określonych towarów rozdrażnił Moskwę. Należy to więc uznać za sukces Unii Europejskiej. O to przecież chodzi w karaniu Rosji za atak na Ukrainę – sankcje powinny być dotkliwe i utrudniać funkcjonowanie państwa agresora. Obwód kaliningradzki stanowi swoiste laboratorium efektów zachodnich sankcji – w rosyjskiej eksklawie ich skutki są najbardziej widoczne i prowadzą do obniżania się poziomu życia mieszkańców. Dla Kremla to jednak mało istotna kwestia. Aktywacja kolejnego pakietu unijnych sankcji posłużyła natomiast do wywołania nowych napięć w Europie. Rosyjska propaganda przedstawia tę sytuację jako samodzielny „wybryk” Litwy i grozi jej odwetem. To ważny test jedności dla Unii i NATO.

Atak na Litwę

17 czerwca wszedł w życie pakiet sankcji przyjętych przez UE 15 marca. Wprowadza on m.in. ograniczenia na import do Unii węgla, stali i żelaza. Zakazany został także tranzyt przez teren UE wyżej wymienionych rosyjskich produktów, a także materiałów budowlanych i zaawansowanych technologii. W kontekście tranzytu wiadomo było, że odczuje to przede wszystkim obwód kaliningradzki.

Od pierwszych chwil wprowadzenia nowych restrykcji Rosja próbuje przedstawić te zabiegi jako jednostronne działania Litwy i tradycyjnie stara się stworzyć podziały w Europie, tak jak kilka tygodni temu przy odcinaniu dostaw gazu: na kraje wrogie, które należy karać, i na kraje skłonne do ustępstw. Na początku Rosjanie skutecznie wywołali chaos informacyjny. 17 czerwca gubernator obwodu kaliningradzkiego Anton Alichanow oświadczył, że Litwa wprowadziła ograniczenia w tranzycie, które obejmą połowę całego importu do Kaliningradu. Dzień później o sprawie poinformowała agencja Reuters, w artykule znalazł się fragment: „Litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie odpowiedziało na prośbę o komentarz”. W polskim internecie zaroiło się od głosów wychwalających odwagę litewskich władz.

21 czerwca wieczorem litewskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przypomniało, że restrykcje są wynikiem wejścia w życie nowego pakietu unijnych sankcji. Podkreślono również: „Litwa nie nakłada żadnych jednostronnych, indywidualnych ani dodatkowych ograniczeń na tranzyt i działa w pełnej zgodzie z prawem UE” oraz dodano, że tranzyt osób oraz dóbr nie objętych sankcjami przebiega bez zakłóceń. Zwłoka w wydaniu oświadczenia przez litewskie MSZ została wykorzystana przez Rosję do przypuszczenia na ten kraj werbalnego ataku. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził: „To bezprecedensowa decyzja i naruszenie wszelkich norm”. 20 czerwca litewski chargé d’affaires (w kwietniu w Wilnie zdecydowano o obniżeniu rangi wzajemnych stosunków dyplomatycznych) został wezwany do rosyjskiego MSZ. Poinformowano go, że „jeżeli transport cargo nie zostanie w pełni przywrócony, to Rosja zastrzega sobie prawo do działań w obronie interesów narodowych”. 20 czerwca stacjonujące w obwodzie kaliningradzkim siły Floty Bałtyckiej przeprowadziły ćwiczenia jednostek rakietowych i artyleryjskich, dzień później ćwiczenia przeprowadzono też przy granicy z Estonią, która poinformowała o naruszeniu przez Rosjan jej przestrzeni powietrznej. 21 czerwca na spotkanie z władzami obwodu przyleciał do Kaliningradu Nikołaj Patruszew, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej, uważany za najbardziej twardogłowego z ludzi Putina. On również ostrzegał przed „poważnymi konsekwencjami, które dotkną mieszkańców Litwy”.

Groźbom ze strony władz Rosji tradycyjnie towarzyszą fantazje rosyjskich propagandzistów i niższej rangi polityków na temat ukarania krajów sprzeciwiających się Rosji. W rosyjskiej Dumie Państwowej od 9 czerwca leży wniosek złożony przez deputowanego Jednej Rosji Jewgienija Fiodorowa na temat wycofania uznania niepodległości Litwy, pięć dni później ten sam poseł złożył analogiczny wniosek w sprawie Łotwy i Estonii.

Izolacja Kaliningradu

Rosja nerwowo zareagowała na nowe sankcje wobec obwodu kaliningradzkiego, bo tam są one najsilniej odczuwalne. O ile w pozostałej części kraju restrykcje odbijają się na społeczeństwie wolniej, niż spodziewano się na Zachodzie, o tyle w eksklawie położonej przy granicy z Polską poziom życia szybko się obniża. W maju stanęła największa fabryka w obwodzie – zakład Awtotor. Przed inwazją na Ukrainę montował on niemieckie i koreańskie auta, ale po wprowadzeniu sankcji wstrzymano produkcję. Zatrudnionym tam robotnikom zaoferowano w zamian pracę przy zbieraniu truskawek i jagód, za niższą stawkę i przy zorganizowaniu dojazdu na własny koszt. Sukcesywnie pogarsza się również zaopatrzenie w sklepach i rosną ceny. Według danych Ośrodka Studiów Wschodnich w maju inflacja w Kaliningradzie wynosiła 17,4 proc., więcej niż w reszcie kraju. W odpowiedzi na pauperyzację obwodu władze proponują obywatelom działki do własnej uprawy warzyw. 17 czerwca, po ogłoszeniu tranzytowych restrykcji, mieszkańcy masowo ruszyli do sklepów. W sieci pojawiły się filmy pokazujące tłumy ludzi opróżniających półki w marketach budowlanych.

Na początku kryzysowi gospodarczemu próbował aktywnie przeciwdziałać gubernator Anton Alichanow. W 2016 r., gdy obejmował urząd, był najmłodszym urzędnikiem tego szczebla w historii Federacji Rosyjskiej, stając się czołowym reprezentantem nowej generacji polityków Jednej Rosji. W maju zaczął skarżyć się w rosyjskich mediach, że to sytuacja na Ukrainie spowodowała kryzys ekonomiczny w Kaliningradzie. Władimir Putin publicznie go skrytykował, mówiąc, że „specjalna operacja wojskowa” nie ma z tym nic wspólnego. Alichanowowi pozostaje więc składanie trudnych do spełnienia obietnic, takich jak trzykrotne zwiększenie transportu towarów drogą wodną (promami z Petersburga), a także typowe dla rosyjskich władz pogróżki pod adresem Litwy.

Mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego dotkliwie odczuwają nie tylko spadek poziomu życia, ale i rozwianie złudzeń na temat bliższych związków z Europą. Po rozpadzie ZSRR zmilitaryzowana eksklawa długo wychodziła z kryzysu gospodarczego. W XXI wieku zaczęła się jednak „wymyślać na nowo”. Coraz chętniej akcentowano hanzeatyckie i pruskie dziedzictwo dawnego Królewca, odrestaurowano nieliczne zabytki, które przetrwały drugą wojnę światową. W 2012 r. uruchomiono mały ruch graniczny z Polską, mieszkańcy obwodu jeździli na zakupy spożywcze na drugą stronę granicy i na wycieczki do Gdańska. Ułatwienia dla podróżujących zawieszono jednak w 2016 r. i do dziś ich nie wznowiono. Powiewem wolności w obwodzie były Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w 2018 r., Kaliningrad był bowiem jednym z miast gospodarzy mundialu. Coraz bardziej agresywna polityka Putina, potem pandemia, a wreszcie agresja na Ukrainę doprowadziły jednak do najgłębszej izolacji obwodu od czasów ZSRR.

Litwa się nie boi

Rosyjska nagonka na Litwę spotkała się z odpowiedzią Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Szef unijnej dyplomacji Josep Borrell stwierdził, że „Litwa wciela w życie wytyczne Komisji Europejskiej”. Głos zabrał też rzecznik Departamentu Stanu USA Ned Price: „Stoimy po stronie Litwy (…) nasze zobowiązanie artykułu piątego NATO – o tym, że atak na jednego członka to atak na wszystkich – jest niepodważalne”.

Rosyjskie groźby względem Litwy muszą być traktowane z pełną powagą. Zwłaszcza że wkrótce wchodzą w życie kolejne sankcje, które dotkną Kaliningrad. Od 10 sierpnia zakazany zostanie tranzyt węgla, a od 10 grudnia – ropy. Odpowiedzią na pewno będą rosyjskie pogróżki koncentrujące się na Litwie. Po raz kolejny Moskwa testuje jedność UE i NATO oraz próbuje wzbudzić w nich strach. Częściowo to się udało, bo eskalowanie napięcia wokół Kaliningradu spowodowało wysyp artykułów analizujących możliwości połączenia się wojsk z Białorusi i z obwodu przez tzw. Przesmyk Suwalski i odcięcia państw bałtyckich od NATO. Wiadomo jednak, że wobec dużych strat ponoszonych w Ukrainie Rosja nie ma teraz sił na wojnę z Zachodem o Kaliningrad.

Litwa, podobnie jak Polska, Łotwa i Estonia, doskonale zdaje sobie sprawę, że nie wolno się bać takich pogróżek. Jedynie twarda polityka wobec Rosji – w tym surowe i w pełni wcielane w życie sankcje – stanowi skuteczny sposób na powstrzymanie imperialnych ambicji Putina.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama