Nowy numer 49/2020 Archiwum

Obrady na szczycie (a może pod)

Podczas nieformalnych rozmów na konferencji naukowej sporo można się dowiedzieć o mentalności koleżanek i kolegów

Zakopane w tym roku przeżyło prawdziwą inwazję. Po turystach w opuszczone na chwilę góry zawitali studenci, którzy wciąż mają wakacje, oraz ich nieco starsi koledzy, którzy zajmują się uprawianiem nauki wszelkiej, a w szczególności matematyki. I ja tu byłem, to i owo tu i ówdzie wypiłem. Piłem z fontanny wiedzy, sam także tryskałem wiadomościami, zwłaszcza przed naszymi studentami z tzw. kierunku zamawianego. Jak się okazuje, studenci „zamawiani” mają całkiem niezłe warunki: oprócz stypendiów pobyt w atrakcyjnej miejscowości, gdzie zapoznają się z przedmiotem swoich studiów (w tym wypadku z modelowaniem matematycznym). Wróćmy jednak do konferencji, która składa się z nieokreślonej bliżej liczby referatów (nieokreślonej, ponieważ niektórzy uczestnicy pragną jeszcze raz wygłosić słowo. Jest to dolegliwość zwłaszcza starszych panów, ale dotyka i młodych.

Pół biedy, jeśli ten drugi referat zawiera treści odmienne; na ogół jednak uczestnik mówi to samo co przedtem. Od silnej woli organizatorów zależy dopuszczenie takiego gawędziarza do głosu). Po obradach mamy różne imprezy (proszę się nie gorszyć, obrady wypełniają dzień roboczy po brzegi). Jednego dnia idziemy na wycieczkę w góry, drugiego jedziemy do szpitala, żeby opatrzyć rany wyniesione z tej wycieczki, trzeciego jest bankiet z nieodłącznymi tańcami, czwartego dwóch matematyków gra na fortepianie, a piątego – wieczór flamenco. Poza tym sporo zajęć, jak to się mówi, „w podgrupach” – rozmowy na tematy naukowe (mam nadzieję, że akurat to Pan Rektor przeczyta i upewni się, że inwestycja w wyjazd była słuszna), rozmowy na tematy różne (trochę polityki, trochę plotek, coraz więcej o zdrowiu – niestety, uczestnicy starzeją się, chociaż wciąż dochodzą młodzi), trochę bilarda (w tym roku nie zaobserwowałem stolika brydżowego).

Podczas tych nieobowiązujących rozmów sporo się można dowiedzieć o mentalności naszych koleżanek i kolegów. Trzeci tydzień września obfitował w różne wydarzenia: rocznica agresji sowieckiej na Polskę (nie wiem, czy można jeszcze używać słowa „agresja”), zdemontowanie amerykańskiej tarczy zanim powstała, tragedia na kopalni w Kochłowicach. Wszystkie one toczą się gdzieś obok nas, w jakimś nierealnym świecie, który podglądamy przez telewizję (zresztą odbiór jest tu też „nierealny”). I tylko młody człowiek z Niżnego Nowgorodu dziwi się, że 17 września odbywają się uroczystości państwowe. On w swoim życiu nie słyszał o napaści w 1939 r. I pewnie by nie usłyszał, gdyby się akurat nie znalazł w Polsce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także