GN 43/2020 Archiwum

Kaprysy pogody

Dlaczego kary nie spadają na urlopowiczów w egzotycznych kurortach albo na „twórców” kryzysu finansowego, za to ich ofiarami padają ludzie biedni?

Kaprysy pogody – w tym roku to już nie kaprysy, ale regularność. Regularnie dochodzą do nas wieści o nawałnicach, podtopieniach, tu zalało, ówdzie (Słowacja) powiało i przewrócił się namiot, jeszcze gdzie indziej sztorm (na Balatonie!!!), w Niemczech urwał się brzeg jeziora, w Siemianowicach zapadł się grunt – po prostu chyba Pan Bóg przestał nas lubić. W każdym razie doniesienia o kaprysach pogody zdają się zastępować w sezonie ogórkowym inne sensacje i strachy.

Zanim jednak zaczniemy narzekać na Pana Boga, spróbujmy zastanowić się, czy z naszej strony wszystko jest w porządku, czy my aby nie nadużywamy Jego cierpliwości, czy rzeczywiście nie zasłużyliśmy na delikatne klapsy? Takie klęski żywiołowe, jakich jesteśmy świadkami, w dawnych czasach były nieodmiennie kojarzone z karą boską za jakieś niestandardowe postępowanie lub odpowiedzią na kuszenie losu. Oczywiście ekolodzy zaraz zakrzykną, że mam rację i człowiek (a może Człowiek?) swoim niefrasobliwym postępowaniem doprowadził planetę do stanu… ple, ple, ple…, a Ala Gore’a do Nagrody Nobla. Otóż nie, nie sądzę, żeby ludzkość miała jakikolwiek wpływ na zmianę klimatu. Myślałem raczej o działaniach przeciw naturze nie w sensie dosłownym, ale metaforycznym.

Czy jeszcze istnieje coś takiego jak prawo naturalne? Zdaje się, że posianie wątpliwości w tej akurat sprawie znakomicie się ludziom – a może szatanowi? – udaje. Po wątpliwościach nadchodzą pokusy, aby zaprzestać upierania się przy swoim zdaniu, bo może faktycznie wszystko jest względne. Mój znajomy tak skomentował ożenek 85-letniego aktora z młodszą o 60 lat panną: popatrz, nasze przyszłe żony jeszcze się nie urodziły! Skoro już nawet tłumaczyć trzeba, co oznacza małżeństwo, to chyba kusimy siły wyższe, aby na naszej planecie zrobiły porządek. Wygląda na to, że istotnie mamy do czynienia z karą boską.

Czyżby? To dlaczego kary nie spadają na urlopowiczów w egzotycznych kurortach albo na „twórców” kryzysu finansowego, za to ich ofiarami padają ludzie biedni? Być może w tej sprawie powinien zabrać głos prezydent USA, najbliższy Bogu spośród śmiertelników. Z Ameryki usłyszałem historyjkę o Obamie i Bogu. W czym są podobni? Obaj nie mają świadectwa urodzenia. Czym się różnią? Bóg nie myśli, że jest Obamą. Być może Obama ze względu na bliskość z Bogiem potrafi lepiej wyjaśnić obecne kaprysy pogody. Chyba że nastąpi uzdrowienie gospodarki: recesja jest wtedy, gdy twój sąsiad straci pracę, depresja – gdy Ty jesteś bezrobotny, poprawa zaczyna się od utraty pracy przez Obamę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także