GN 48/2020 Archiwum

Cesarskie przestrogi

Mamy do czynienia z koniecznością obrony szarych ludzi przed rządami ludzi pokolorowanych, którzy świetnie się czują w kostiumach nałożonych przez media.

Gdy Napoleon był u władzy, odwiedził go pewien pisarz, znany na tyle, że wybrano go do Akademii Francuskiej. Pisarz poskarżył się cesarzowi, że w Akademii są sami dziwacy, którzy uważają, iż nie da się życia zrozumieć bez znajomości rachunku różniczkowego. Bonaparte odparł: – Wie pan, ja też tak uważam i dlatego proponuję, żeby pan czym prędzej poznał zasady tego rachunku – jeśli nawet nie po to, iżby zrozumieć życie, to przynajmniej po to, by czuć się swobodnie wśród kolegów. Co by powiedział dziś? Cóż, pewnie sam nie potrafiłby zróżniczkować funkcji, z czego byłby dumny.

Inny cesarz, Józef, władca Austrii, znany był z tego, że lekką ręką przyznawał tytuły szlacheckie ludziom pośledniego stanu. Jeden z arystokratów poskarżył się, że teraz czuje się nieswojo na dworze, na którym kręci się pełno przypadkowych osób. Cesarz odparł, że jedynym miejscem, w którym on osobiście czułby się wśród swoich, jest krypta kościoła Kapucynów (tradycyjne miejsce pochówku Habsburgów). Co by powiedział dziś? Po pierwsze Austria jest republiką i dopiero niedawno zniosła zakaz wjazdu członków rodziny panującej do kraju. Po drugie współczesny świat nobilituje takie miernoty, że nawet austriaccy hrabiowie byli przy nich dostojni.

Młodszy kolega Józefa, Franciszek Józef, już w ostatnich latach panowania symbolizował przemijającą epokę. Nic dziwnego, że Teodor Roosevelt, późniejszy prezydent Stanów Zjednoczonych, gdy jeszcze zajmował się dziennikarstwem, zadał Najjaśniejszemu Panu pytanie: – Po co u progu XX w. potrzebny jest cesarz, skoro republiki mnożą się i są coraz skuteczniejsze? Najjaśniejszy Pan odpowiedział dobrotliwie: – Jestem tu po to, aby chronić mój lud przed moim rządem. Co by powiedział dziś? Być może spytałby swojego interlokutora o ocenę demokracji, rozwijającej się od ponad wieku.

Ich cesarskie mości przeszły do historii, ale ich spostrzeżenia są wciąż aktualne. Niestety, wciąż mamy do czynienia z koniecznością obrony szarych ludzi przed rządami ludzi pokolorowanych, którzy nie mają pojęcia o rachunku różniczkowym, ale świetnie się czują w kostiumach nałożonych przez media. A te działają bardzo niekompetentnie, jak im to wytykała na blogu Kataryna, zdemaskowana w ubiegłym tygodniu przez „Dziennik”. W ten sposób dziennikarze jednak udowodnili swoją kompetencję, choć w sposób zaiste dwuznaczny: demaskując Katarynę, pozbawili szarych ludzi jednej z ostatnich obrończyń przed zalewem głupoty, ciemnoty i demagogii. Teraz już przyjdzie czekać na nieuchronny renesans mentalności przedrenesansowej.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także