Nowy numer 42/2020 Archiwum

Embole afatyczne

Wracam na łamy tygodnika z przekonaniem, że następnym razem zdążę przynajmniej ostrzec redakcję, zanim udam się na leczenie

Już piąty tydzień leżę w szpitalu. A dokładniej, już piąty tydzień staram się wypełniać życzenia kadry medycznej, pielęgniarskiej, rehabilitacyjnej, psychologicznej i jakiej tam jeszcze odnośnie do mojej kuracji. Kuracja jest skomplikowana i nie ma się co dziwić, że wymaga ode mnie wiele samozaparcia. Spotkała mnie przykrość związana z wiekiem i pełnionym stanowiskiem: udar niedokrwienny mózgu. I tak wyszedłem z tego obronną ręką, według opinii lekarzy.

Powracam niniejszym na łamy GN, by podzielić się kilkoma refleksjami na temat służby zdrowia w naszym kraju. Zacznę od anegdoty, którą opowiedział mi prof. Bochenek, znany skądinąd kardiochirurg. Otóż pan profesor operował kiedyś znakomitego teologa, ks. prof. H., który znał sześć języków i we wszystkich miał coś do napisania o Duchu Świętym. W sprawie ks. prof. H. dzwoniły kurie od prymasowskiej po krakowską. Ale po operacji okazało się, że ks. prof. H., który znał sześć języków i w każdym pisał o Duchu Świętym, potrafi powiedzieć tylko jedno słowo: „kurde”. I tak do księży kardynałów „kurde”, do prof. Bochenka „kurde, kurde”, do wszystkich innych „kurde”. Cóż było robić: kardiochirurgia jest optymistyczną dziedziną medycyny, stąd po paru dniach pacjent jest wypisywany jako wyleczony. Tak też stało się z ks. prof. H.: został wypisany i przekazany do dalszej rehabilitacji do sióstr zakonnych.

Jak się dowiedziałem od pani psycholog, takie przypadki afazji zdarzają się przy schorzeniach neurologicznych. Być może kardiochirurdzy naruszyli jakieś naczynie krwionośne i spowodowali pojawienie się „embola afatycznego”, czyli słowa powszechnie uznanego za nieprzyzwoite, które jednak mieści się w skarbnicy języka serca, jak to eufemistycznie nazywa ks. dr Tomasz Jaklewicz. Stąd jest wydobywane na jaw w sytuacji stresu, zagrożenia lub choroby; tak właśnie powstają „embole”. Ale przyczyna, dla której ks. prof. H., znając sześć języków, potrafił w nich powiedzieć wyłącznie „kurde”, nie jest znana. Nawiasem mówiąc, po paru miesiącach prof. Bochenek otrzymał od ks. prof. H. najnowsze dzieło o Duchu Świętym. Było ono wydane już po wyjściu ze szpitala, a zamieszczona w nim dedykacja świadczyła o tym, że rehabilitacja poczyniła cuda i ks. profesor wrócił do pełnej formy.

I ja mam nadzieję, że rehabilitacja w moim przypadku przyniesie oczekiwane efekty, czego sobie i Czytelnikom GN z całego serca życzę. Wracam na łamy tygodnika z przekonaniem, że następnym razem zdążę przynajmniej ostrzec redakcję, zanim udam się na leczenie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także