Nowy numer 43/2020 Archiwum

Okiem po mapie

Kobiety nie lubią map, mylą lewą stronę z prawą, a do celu dochodzą – jak kot – swoimi drogami

Londyńskie Oko patrzy. Stoimy wysoko, na obrzeżu źrenicy ogromnej karuzeli, skąd rozciąga się widok na Big Ben, opactwo westminsterskie, pałac Buckingham i katedrę św. Pawła. Jeszcze przed chwilą wszystkie te budowle znane były jedynie z przewodników, a my zastanawialiśmy się, jaka jest faktyczna odległość między nimi. Teraz mamy je przed sobą jak na dłoni i możemy realnie ocenić nasze szanse na zdeptanie Londynu. Nie wszędzie zajdziemy, właściwie tylko liźniemy tego miasta. Czasem – by było szybciej – damy się porwać nurtom londyńskiego metra. Ale przynajmniej wiemy, na czym stoimy. Pierwszy lęk został pokonany.

Z pewnością znają Państwo to uczucie, kiedy po wyjściu z obcego dworca konfrontujemy mapę z rzeczywistością. Kiedy, przekładając w pośpiechu język przecinających się linii i kolorowych plam na język ulic, domów i tramwajów, próbujemy określić własne położenie. Świat rośnie wtedy w oczach, kręci się w głowie, a nas ogarnia poczucie zagubienia. Trwa to zaledwie chwilę, ale właśnie wtedy doceniamy ów kawałek papieru, trzymany przez nas kurczowo w dłoni jak klucz do miasta.

Mapa – jedna z tych rzeczy, które, według świetnego wiersza Anny Piwkowskiej, „przynoszą mężczyźni”. Kobiety nie lubią map, mylą lewą stronę z prawą, a do celu dochodzą – jak kot – swoimi drogami. W związku z tym należy uważać, by podczas domowych porządków kobieta (obojętnie: żona czy matka) nie wyrzuciła naszych cennych zbiorów, które właśnie uznała za bezużyteczne. Faktycznie, w dobie GPS-ów mapa jest przedmiotem nieco archaicznym, a jednak mającym nad nimi tę przewagę, że nie zwalnia nas z myślenia, układania w głowie przestrzeni, snucia planów i wyznaczania tras. Oczywiście włóczenie się po mieście bez mapy i celu też ma swój urok, ale prawdziwa podróż to taka, którą trzeba zaplanować. Poczynając od sprawdzenia wszelkich możliwych połączeń, przez przygotowanie niezbędnego ekwipunku, aż po wytyczenie szlaku.

Nieprawda, że w zaplanowanej podróży nie ma miejsca na spontaniczność. Właśnie dobry plan odkrywa przed nami paletę możliwości, o której nie mielibyśmy pojęcia, gdybyśmy zapragnęli zwiedzać miasto na chybił trafił. A poza tym świat jest wystarczająco pełny niespodzianek. Opóźnienia pociągów, niedokładność mapy, nasze pomyłki i wreszcie różnica między tym, co podsuwa nam wyobraźnia, a stanem faktycznym – sprawiają, że przygód jest pod dostatkiem. Za to dzięki mozolnym przygotowaniom jesteśmy w stanie umiejscowić je w czasie i przestrzeni. Życie staje się narracją, a nie tylko zlepkiem przypadkowych zdarzeń.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także