Nowy numer 3/2021 Archiwum

Życie na hałdzie

Śląskie miasta przypominają pnie drzew, w których przybywają kolejne słoje.

Kraków jest miastem z obrazów Pietera de Hoocha – zamkniętą, mieszczańską strukturą symboliczną, w której się rezyduje; teatrem, w którym rozgrywa się wciąż to samo, nudne przedstawienie. Żeby z dworca kolejowego dostać się na rynek, trzeba przejść przez podziemny tunel i wdrapać się na górkę. Ilekroć jestem zmuszony poddać się tej inicjacji, męczę się, klnę i przypominam sobie o mojej niechęci do królewskiego miasta. W Warszawie jest płasko, w Gdańsku jest płasko, w Katowicach jest płasko, we Wrocławiu jest płasko i w Poznaniu też jest płasko.

A w Krakowie już na starcie żąda się od turysty (w moim przypadku – brzuchatego) wysiłku fizycznego. Po co? Po to, rzecz jasna, żeby nabrał pokory, bo oto dano mu możliwość wkroczenia w przestrzeń mityczną, gdzie Wawel, Sukiennice, kościół Mariacki oraz profesorowie, pisarze, tradycja Piotra Skrzyneckiego i inne humanistyczne wartości. Żeby to chociaż była Jasna Góra! Jeśli już się poświęcać, to w imię korzyści duchowych, a nie upudrowanej, świeckiej tradycji.

O tym, jak wygląda Śląsk z perspektywy „mentalności krakowskiej”, dowiemy się z eseju „Dwa miasta” Adama Zagajewskiego. Autor pisze w nim o Gliwicach: „Otóż spędziłem dzieciństwo w brzydkim, przemysłowym mieście; przywieziono mnie tam, gdy miałem zaledwie cztery miesiące i potem przez wiele lat opowiadano mi o niezwykle pięknym mieście, które moja rodzina musiała opuścić (o Lwowie)”.

W poezji Zagajewskiego jedynym gliwickim miejscem, gdzie jej bohater zachłystuje się pięknem, pozwalając działać wyobraźni, jest sztuczna rzeczywistość palmiarni. Ogromne liście egzotycznych drzew przywodzą na myśl żagle okrętów, przed oczyma duszy pojawiają się „wyspy osnute różową mgłą” i „wieże zburzonych świątyń”. Byłem w Gliwicach, chodziłem ich ulicami i za Chiny Ludowe nie mogę pojąć, jak można nazywać je „brzydkim, przemysłowym miastem”. Sądzę, że jest to miasto bardzo poetyckie, żywotne, choć rzeczywiście nie ma w nim „wysp osnutych różową mgłą”.

Adam Zagajewski rezyduje dziś w Krakowie, i nie jest to przypadek. Cały Kraków jest palmiarnią, w której można oddawać się estetycznym uniesieniom. Ja po wizycie na Śląsku zabieram się do wiersza o familokach na Nikiszowcu i o tamtejszych węglarzach, którzy po sprzedaniu kolejnego worka idą na hałdę napić się wina. Są jak strażnicy czarnego ogrodu, którzy po zachodzie słońca czuwają przy świętym ogniu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama