Nowy numer 33/2018 Archiwum

Idzie trudna jesień

Jesteśmy społeczeństwem przekornym. W tej przekorze gubimy się często, odrzucając z góry tezy lub działania pozytywne, tylko dlatego że głosi je ktoś, kogo nie lubimy.

Refleksja Polaków nad sobą rzadko prowadzi do konstruktywnych wniosków. Albo bijemy się w piersi za kompleksy, za brud, kłótliwość, zacofanie, złośliwość i inne wady narodowe, zapominając o poczuciu humoru, zdolności do improwizacji i adaptacji do trudnych warunków, albo podkreślamy te zalety, nie pamiętając o dystansie, jaki nas dzieli od narodów lepiej zorganizowanych i weselszych. Rzadko mamy okazję zdać sobie sprawę z miejsca, jakie zajmujemy w świecie nie ze względu na obiektywne dane gospodarcze czy ludnościowe, ale pod względem subiektywnego poczucia szczęścia. W hierarchii tej Polacy lokują się aż na 99. miejscu wśród narodów świata. Za Niemcami i Czechami, choć przed Rosją, Białorusią, Ukrainą i innych państwami postsowieckimi.

Naczynia połączone
Myśli o tym, kim jesteśmy jako naród, powracają zwłaszcza w chwilach trudnych i pod wpływem rozczarowań, których nam nie brak. Ostatnio, po fiasku koalicji PO–PiS i w trakcie nieustannego kryzysu politycznego pojawiły się znów głosy powątpiewające, czy potrafimy się w ogóle rządzić. Kłócimy się w polityce, w domu i na ulicy, a następnie łatwo nakręcamy się w depresji, twierdząc, że w ogóle jesteśmy do niczego. Tymczasem doświadczenie uczy, że w Polsce nigdy nie jest tak dobrze, jak byśmy chcieli, ani nie jest tak źle, jak sobie wyobrażamy w chwili rozgoryczenia.

Co więcej, mamy niewątpliwą skłonność do zrzucania odpowiedzialności na innych. Szary człowiek wini za wszystko polityków, a politycy ze złośliwą satysfakcją odpowiadają, że przecież zostali przez kogoś wybrani, więc, że szary wyborca nie jest ani trochę lepszy. Kłótliwy jest sąsiad, inny przechodzień czy kierowca, podczas gdy my sami jesteśmy w porządku. Tymczasem prawda jest taka, iż jesteśmy zbiorowością powiązaną tak licznymi więzami, że wszyscy zależymy od siebie znaczniej bardziej, niż sobie zdajemy sprawę. Prawda jest też taka, że naprawę świata najlepiej zaczynać od siebie samego.

Czy można coś zrobić z tymi naszymi wadami? Wszystko zależy, niestety, od zdrowego rozsądku oraz logicznej konsekwencji. Jeśli przeżywamy tragedię 14-letniej Ani z Gdańska oraz załamujemy ręce nad chamstwem i agresją wśród młodzieży, to zastanówmy się nad przyczynami tych zjawisk i nie powtarzajmy bezmyślnie sloganów o tym, że szkoła należy do dzieci oraz że ćwiczenie młodzieży w wolności należy pozostawić jej samej.

« 1 2 »
oceń artykuł

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji