GN 43/2020 Archiwum

Lekkość uczuć, ulotność zasad

Dziennikarstwo jeszcze do czegoś ma prawo i do czegoś zobowiązuje

Dolina nicości Bronisława Wildsteina to – poza wszystkim – zajmująca powieść polityczno-dziennikarska. Powieść o Polsce rządzonej przez ubecko-postępową mafię, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało. To opowieść o Polsce, gdzie ciągle niewiele się może stać wbrew woli SB (bo do tego właściwie sprowadza się sieć kontaktów i wpływów ukrywającego się przed uwagą opinii publicznej płk. Nowaka). Ktoś po-wie: spiskowa teoria, która ma w uproszczony sposób wyjaśnić rzeczywistość; ale z drugiej strony naszą rzeczywistość naprawdę wyjaśnić trudno. Ubecy chodzą po ulicach w całkiem dobrych nastrojach. Maksimum propozycji prawa antyubeckiego (pokracznie przemianowanego na „dezubekizacyjne”) to uchylenie skandalicznych przywilejów emerytalnych, ale nawet tego nie można przeprowadzić. Poza horyzontem „dezubekizacyjnych” projektów znalazło się nie tylko zobowiązanie członków UB-SB do złożenia pełnego zeznania (pod sankcją odpowiedzialności karnej) na temat posiadanej wiedzy o działalności tej organizacji, ale nawet zwyczajne stwierdzenie, że była to organizacja prowadząca przestępczą działalność przeciw niepodległości Polski i prawom Polaków.

Całkiem obok wizji ubeckiej konspiracji daje jednak Wildstein drugie wyjaśnienie bezradności opinii publicznej i bezsilności polskiej demokracji. To kompletna absencja ducha obywatelskiego, poczucia odpowiedzialności za Polskę. Jedno i drugie rozpływa się w ogólnym konformizmie, dobroczynnym konformizmie, który od przekonań woli spokój, strasząc demonami czyhającymi na demokrację, tolerancję, pokój społeczny... Najsilniejsza obecna jeszcze zasada społeczna, która może dać trochę pola prawdzie w życiu publicznym, brzmi: „jesteśmy dziennikarzami”. Dziennikarstwo jeszcze do czegoś ma prawo i do czegoś zobowiązuje. Bo do Polski, do dobra wspólnego odwoływać się mogą tylko ludzie cyniczni bądź naiwni. Lepiej unikać jednych i drugich.

Wolne media? Ale do czego właściwie zobowiązuje dziennikarstwo, ostatnia instancja dobra publicznego? Przede wszystkim Wildstein nie kreśli zbyt sympatycznego portretu zbiorowego tego środowiska, które dobrze zna. Lęk naczelnych przed wydawcami, lęk o zachowanie przywilejów i wygodnego życia. Ale ci naczelni miewają jeszcze ogólną kulturę i jakieś wyobrażenie o społecznej roli mediów. Gorzej z młodymi pracownikami wolności słowa. Młody Czułno, płynący z prądem wydarzeń i rynku, przypomina bardziej funkcjonariuszy SZSP niż działaczy dawnej studenckiej opozycji. W Dolinę Nicości zapatrzył się na długo, zanim jej uległ: „Patrzył łakomie w ekran telewizora na stolicę, w której decydowano o ich życiu, o losach nudnych mieszkańców Świdra skazanych, aby chodzić po tych samych ulicach, do szkoły, pracy, domu i z powrotem. (...)

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama