Nowy numer 43/2020 Archiwum

Z Papieżem w miejscu zagłady

Pamięć przeszłości pomoże przeciwstawiać się złu i sprawiać, że zatriumfuje miłość

Czas biegnie. Od dnia rozstania z papieżem Benedyktem XVI miną niebawem dwa tygodnie. Dla mnie ostatnie godziny tej pielgrzymki pozostaną jednym ze szczególnie ważnych doświadczeń życiowych. Te niespełna dwie godziny, które mogłem przebyć w bezpośrednim pobliżu Ojca Świętego na poobozowym terenie Auschwitz i Birkenau. Dziennikarze pytali mnie, jak odbiera były więzień Oświęcimia nr 4427 spotkanie w tym miejscu z głową Kościoła katolickiego.

Symbol, nie odwiedziny
Uczestniczyłem w oświęcimskim spotkaniu z Janem Pawłem II w czerwcu 1979 r. W najśmielszych wyobrażeniach mych jednak powstać nie mógł obraz następnego papieża przybywającego do Auschwitz. Benedykt XVI przybył tu jako głowa Kościoła powszechnego, ale nie przemilczał faktu swojej etnicznej i kulturowej przynależności do narodu niemieckiego. To skłania do dodatkowej refleksji. Przywołam tu wypowiedź kard. Jeana-Marie Lustigera, emerytowanego biskupa Paryża, którego rodzice pochodzili z Będzina, a matka zginęła w Birkenau.

Odpowiadał dziennikarzom na pytanie, jakie znaczenie będzie miała ta wizyta dla współczesnej Europy: „Sądzę, że choć nie przyniesie ona natychmiastowych efektów, będzie znakiem, który pomoże w definiowaniu tożsamości Europy w przyszłości. Tym bardziej że Niemcy są w centrum Europy i będą wpływać na jej kształt. Wizyta w Auschwitz jest znakiem, że dążenie do wykluczenia jakiegokolwiek narodu mamy za sobą. Wizyta ta ma tym większe znaczenie w sytuacji, kiedy przeznaczenie Europy, jej tożsamość i kierunek, w jakim zmierza, są niewiadome, a w pewnym sensie nawet zagrożone”.

Stałem obok kard. Lustigera i obok kard. Dziwisza na dziedzińcu Bloku XI, gdy Ojciec Święty pogrążony był w cichej modlitwie pod Ścianą Śmierci. Ściskaliśmy sobie w milczeniu ręce. Wielokrotnie bywał tu jako biskup, kardynał i papież Karol Wojtyła. A mnie się zdawało, że im bardziej Joseph Ratzinger identyfikuje się z tą tradycją, tym bardziej staje się naszym papieżem.

Ja pana znam
Kiedy przed bramą do Bloku Śmierci, witając Papieża jako przewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, przykląkłem, by pocałować jego pierścień, przedstawiłem się po niemiecku: „Bartoszewski, Międzynarodowa Rada Oświęcimska”. A Papież do mnie: „Ich kenne Sie doch!” – „Przecież ja pana znam”. To było dla mnie wielkie wzruszenie.

Kilkadziesiąt minut później Ojciec Święty przechodził wzdłuż pomnika męczeństwa narodów w Birkenau. Zatrzymywał się przy każdej kolejnej tablicy wspominającej ofiary zagłady w 22 językach. Padał deszcz, a niebo wydawało się beznadziejnie zachmurzone. Gdy odchodził od tablic, wśród chmur ukazała się tęcza. Urok tego nieczęstego zjawiska natury przejmował nas aż do końca uroczystości.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama