Nowy numer 48/2020 Archiwum

Czy tak wygląda Jezus?

Odnaleźliśmy najcenniejszą relikwię chrześcijaństwa! – ogłosił niemiecki dziennikarz Paul Badde. I wiele wskazuje na to, że ma rację.

Dwa dowody Zmartwychwstania
Gdzie w Ewangelii jest w ogóle napisane, że twarz Jezusa okrywał całun? Badde dokładnie wczytał się w tekst Ewangelii św. Jana. W rozdziale 20 jest scena, w której św. Jan biegnie rankiem w Wielkanoc do grobu Jezusa. „A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył”. Badde zwrócił uwagę, że chusta leżała zwinięta osobno. Co w niej takiego było, że Ewangelista w ogóle o niej wspomniał? I co takiego tam zobaczył, że „ujrzał i uwierzył”? Dziennikarz wyrobił sobie opinię, że jednym z „leżących płócien” jest wykonany z lnu Całun Turyński, a „zwinięta chusta” to wizerunek z Manopello. – Tak czy inaczej, ewangelista Jan wspomina o dwóch płótnach – skomentował to przypuszczenie w niemieckim piśmie „Focus” prof. Klaus Berger, teolog ewangelicki z Uniwersytetu w Heidelbergu. – W judaizmie istniała reguła prawna, zgodnie z którą podczas rozprawy w sądzie zawsze należało przedstawić dwóch niezależnych świadków. W tej perspektywie Całun z Turynu i Całun z morskiego jedwabiu to przynajmniej dwa niezależne dowody Zmartwychwstania Jezusa – napisał.

Pierwsza wzmianka, że w małym Manopello jest ten obraz, pochodzi z XVII wieku. Gdzie chusta była wcześniej? Czy to możliwe, żeby o tak niezwykłym wizerunku nie było wzmianek w starych kronikach? Badde zaczął więc szukać jego śladów w starych tekstach. I te ślady znalazł. Jeśli dziennikarz ma rację, to możemy prześledzić drogę tego wizerunku z Jerozolimy aż do Włoch. Badde uważa, że właśnie do tego obrazu odnoszą się wzmianki z VI wieku w chrześcijańskich pismach, że pod miastem Edessa na Wschodzie jest przechowywane złożone na czworo płótno zwane „obrazem króla Abgara”. Chusta z Manopello nosi właśnie ślad składania na czworo. Jeden z syryjskich tekstów z VI wieku mówi też, że nie namalowała go ludzka ręka. Płótno było zamurowane w bramie miejskiej pod Edessą i przetrwało tam wiele dziejowych burz.

Później ten przedziwny wizerunek trafił do Konstantynopola. Dziennikarz twierdzi, że był pierwowzorem dla wielkiej mozaiki na kopule kościoła Haga Sophia. Jednak w VIII wieku wzmianki o płótnie znikły z bizantyjskich źródeł. Za to w Rzymie zaczęło się wtedy nagle pisać o chuście Vero eikon. Vero eikon to łacińsko-grecka zbitka wyrazów. Oznacza „prawdziwy obraz”. Z czasem ludzie zaczęli kojarzyć tę chustę z kobietą, która według tradycji otarła twarz Jezusowi w czasie Drogi Krzyżowej. Vero eikon przekształciło się w imię Weronika. Czy więc święta Weronika w ogóle istniała? To temat na inny artykuł. Nie należy lekceważyć tradycji Kościoła, która o niej wspomina. Z całą pewnością można jednak powiedzieć, że ta kobieta nie mogła nosić imienia Weronika. Chusta z Manopello nie ma z nią nic wspólnego. Choćby dlatego, że bisior jest za cienki, by wchłonąć choćby kroplę krwi i potu skatowanego Jezusa. Obłędnie drogi morski jedwab nadawał się za to na chustę. – Jeśli którakolwiek z kobiet towarzyszących Jezusowi mogła mieć kawałek bisioru, to tylko Maria Magdalena – snuje swoje przypuszczenia Badde.

Nadchodzi złodziej
Chusta zwana Weroniką cieszyła się w Rzymie ogromnym szacunkiem przez dziewięćset lat. Pielgrzymi odwiedzali Rzym przede wszystkim ze względu na nią. Często przypinali sobie do płaszczy miniaturkę Sancta Veronica Ierosolymitana. Oglądały ją w bazylice na Lateranie miliony ludzi. W końcu zaczęła się jednak budowa dzisiejszej Bazyliki św. Piotra. Architekt Donato Bramante wzniósł w niej wielką kolumnę, która miała być skarbcem-relikwiarzem dla chusty. W 1608 roku chusta miała tam trafić. Jednak właśnie wtedy zaczęto o Vero eikon powoli zapominać. Odtąd pokazywano wiernym chustę tylko raz w roku w Niedzielę Palmową. I to na zaledwie kilka sekund. Skąd ta nagła zmiana? Paul Badde twierdzi, że prawdziwą chustę po prostu w powstałym zamieszaniu... skradziono.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama