Nowy numer 49/2020 Archiwum

No i cóż mi zrobili?

Zaraz po operacji Ojciec Święty napisał na kartce: „No i cóż mi zrobili? Ja jednak zawsze jestem Totus Tuus (Cały Twój)”. Złożony chorobą, z rurką w szyi Papież cały czas służy Kościołowi. Daje świadectwo prawdzie, którą głosi od początku pontyfikatu – życie choćby najsłabsze, najbardziej bolesne, jest święte.

Papież jest znowu w poliklinice Gemelli – ta wiadomość 24 lutego zelektryzowała świat. Nikt się jej nie spodziewał. Minęły zaledwie dwa tygodnie od ostatniej hospitalizacji. Ojciec Święty mniej pracował, ale wszyscy się z tego cieszyli, mówiąc, że wreszcie posłuchał lekarzy i zaczął dbać o siebie. Nic nie zapowiadało pogorszenia jego stanu zdrowia.

Niepokojące sygnały
W środę dzięki łączom telewizyjnym pozdrowił pielgrzymów przybyłych na audiencję ogólną. Przeczytał cały tekst przemówienia głosem zachrypniętym, ale silnym. Niepokojące wieści zaczęły dobiegać z Watykanu dzień później, kiedy nie przybył do Sali Klementyńskiej. Odbywał się tam publiczny konsystorz kardynałów, na którym ogłoszono decyzję o kanonizacji pięciu błogosławionych Kościoła.

W tym czasie Papież jechał już do szpitala. Świat zamarł w oczekiwaniu na wiadomości. Wieczorem Jan Paweł II trafił jednak na stół operacyjny. Zaczęto mówić o ostrej niewydolności układu oddechowego. Za zgodą Papieża w całkowitym znieczuleniu przeprowadzono tracheotomię – przecięcie tchawicy i wprowadzenie w otwór dotchawiczny rurki, przez którą duszący się chory może swobodnie oddychać. Operacja trwała 30 minut. Lekarze zakazali Papieżowi mówić. Do minimum ograniczono odwiedziny.

Za wcześnie wypisany?
W Rzymie słychać opinie, że Jan Paweł II za wcześnie opuścił szpital i zbyt szybko przystąpił do swoich obowiązków. „Papież, spragniony normalnej działalności, nie chciał nawet słyszeć o dłuższym pobycie w szpitalu. Stąd nawrót choroby”. Opinię tę podziela wielu współpracowników Jana Pawła II. Ambasador Hanna Suchocka przekazuje uspokajające wieści. – Papież powoli wraca do zdrowia. Odzyska też głos – mówi, ucinając spekulacje na temat nowego sposobu kierowania Kościołem za pomocą kartki i długopisu, o którym rozpisują się światowe dzienniki. Obok spekulacji i efekciarskich tytułów, takich jak „Zmierzch Wielkiego Oratora”, w mediach dominują: lęk, niepokój i nadzieja.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama